Analiza wybranych tekstów
ZBIGNIEW HERBERT - PRÓBA PORTRETU

Rekonstrukcja Poety
WSTĘP
Zbigniew Herbert znany jest przede wszystkim jako poeta i błyskotliwy
eseista. Rzadko pamięta się o tym, że jest także autorem tekstów
dramatycznych, stanowiących niezwykle ważną część jego
twórczości. Podobnie jak w przypadku pisanych przez tego
artystę wierszy, również w dramatach widoczne jest
przywiązanie autora do szeroko rozumianej tradycji antycznej. Dwie
spośród pięciu jego sztuk nawiązują do kultury starożytnej
Grecji – kolebki naszej cywilizacji. Po raz kolejny daje o sobie
znać klasyczne wykształcenie Herberta. Głębokie znawstwo
filozofii i sztuki przedchrześcijańskiej Europy, pozwala mu na nowo
podejmować antyczne wątki. Obok Jaskini filozofów,
której akcja oparta została na jednym z platońskich
dialogów, drugim dramatem odwołującym się do helleńskiej literatury jest Rekonstrukcja poety.
Oba te utwory mogą być odczytywane jako demitologizacja postaci
Sokratesa i Homera, a przede wszystkim naszego wyobrażenia o
starożytnym świecie. Jestem jednak przekonany, że nie jest to
centralny problem przywołanych wyżej tekstów. Dlatego
uważam, iż warto odczytywać je z nieco innej perspektywy.
W niniejszej pracy zajmę się Rekonstrukcją poety, bo w tej
właśnie sztuce zawarł Herbert własny program poetycki. Dobrze więc chyba sięgnąć po ów dramat, by dowiedzieć się, jaki
klucz do swej twórczości pozostawił nam sam autor.
DRAMAT - SŁUCHOWISKO
Dla wyrażenia swego programu poetyckiego wybrał Herbert bardzo
specyficzny gatunek wypowiedzi literackiej. Nie jest to bowiem dramat
przeznaczony do realizacji teatralnej.$ Bardzo oszczędnie
wprowadzone didaskalia, jednoznacznie wskazują na formę
słuchowiska. Dlatego nie znajdziemy w nich jakichkolwiek uwag
dotyczących przestrzeni scenicznej. Tekst poboczny to w większości
wskazówki określające sposób wypowiadania kwestii,
rodzaj pojawiających się dźwięków, miejsca pauz.. Nie bez
przyczyny osoby dramatu przedstawione zostały jako „głosy”.
Zabieg ten służy nie tylko właściwemu rozpoznaniu ich statusu
ontologicznego (istnieją jedynie poprzez wypowiadanie się), ale
także zwróceniu naszej uwagi na brzmieniową warstwę utworu.
Taki charakter dramatu powoduje, że nawet głośna lektura może stanowić
jego pełną realizację. Tekst ten niejako bez reszty spełnia się
w mowie. Nie potrzebuje innych systemów znakowych: światła,
ruchu, scenografii… Język jest zarazem jego tworzywem i ostateczną
formą. Tę właściwość słuchowiska wykorzystał Herbert, by
przypomnieć, że to właśnie mowa jest pierwotną i naturalną
przestrzenią istnienia poezji. Najwłaściwszym zaś sposobem jej
odbioru jest słuchanie. Taka postawa wobec twórczości
słownej wydaje się być ważnym elementem przedstawionego w
Rekonstrukcji poety programu artystycznego.
HOMER - GŁOS WIODĄCY
Główną postacią swego dramatu uczynił Herbert Homera, wielkiego poetę,
autora pierwszych eposów bohaterskich – Iliady i
Odysei. Jego wypowiedzi zajmują przeważającą część
tekstu. Pozostałe trzy postacie: Profesor, Elpenor i Kobieta, pełnią
rolę „pomocniczą”. Są znacznie słabiej zarysowane; prawie
niczego się o nich nie dowiadujemy. Homer od momentu, w którym
przerywa Profesorowi wykład, staje się głosem wiodącym. Opowiada
o pewnych wydarzeniach ze swojego życia, które zdecydowały o
przemianie, jaka się w nim samym dokonała. Nie są to oczywiście
wydarzenia z prawdziwej biografii greckiego twórcy. Stanowią
one jedynie fikcję literacką. Ten fragment życia Homera został
dopisany przez Herberta.
Od kwestii głównego bohatera uzależniony jest rozwój
akcji. Jeśli pominiemy słowa Profesora, okaże się, że istotna
fabuła słuchowiska mieści się w opowiadaniu Homera. Mamy zatem do
czynienia ze zjawiskiem dość rzadko występującym w dramatach.
Zajmujący lwią część tekstu monolog postaci wiodącej, decyduje
o dominującej roli żywiołu epickiego. To właśnie opowiadanie, a
nie dialog, staje się budulcem, materiałem konstrukcyjnym
słuchowiska. Wypowiedzi innych postaci (głosów) istnieją tu
niemal tak, jak słowa postaci drugoplanowych w powieściach z
narratorem personalnym (termin zaczerpnięty z typologii F. Stanza),
pierwszoosobowym. Jesteśmy skłonni traktować je jako przytoczenie,
cytat, którym posłużył się opowiadający. Jeżeli
przyjmiemy taki punkt widzenia, historia Homera jawić nam się
będzie jako próba odtworzenia w umysłach słuchaczy zdarzeń
i rozmów sprzed wieków. Sprzeciw wobec takiej
interpretacji budzić mogą, zastosowane w części tekstu, formy
czasu teraźniejszego. Sprzeczność ta znika, gdy przywołamy,
dobrze znany z tradycji epickiej, praesens historicum, używany
właśnie „w celu aktualizacji i unaocznienia [...] przebiegu”
minionych wydarzeń. Widzimy więc, że dramat ten niejako ciąży ku
epice. Przypadająca głównemu bohaterowi funkcja
quasi-narratora, zbliża Rekonstrukcję poety do formy
opowiadania lub monodramu.
WIELORODZAJOWOŚĆ
Prócz elementów dramatu i epiki, niebagatelną rolę
odgrywa w omawianym tekście liryka. Pełni bowiem funkcję spoiwa;
pozwala na połączenie wszystkich rodzajów literackich w
harmonijną całość. Decyduje ona o semantycznej organizacji
tekstu. Jest obecna nie tylko poprzez zawarte w wypowiedziach Homera
wiersze, ale także w partiach prozatorskich. Monologi głosu
wiodącego są niezwykle zrytmizowane, operują metaforą, symbolem
oraz innymi środkami należącymi do świata poezji. Funkcjonujące
na granicy liryki i prozy, są jednocześnie wypowiedziami wpisanymi
w strukturę dramatu. Jest więc Rekonstrukcja poety oryginalną
syntezą trzech rodzajów wypowiedzi literackiej,
które w jej obrębie znakomicie współgrają.
Owa wielorodzajowość ma dwa, ważne dla interpretacji, aspekty. Po
pierwsze, jak twierdzi Jacek Kopciński, jest ona swego rodzaju
ukłonem w stronę epiki homeryckiej, pisanej wierszem i nie
stroniącej od obszernych partii dialogowych. Po drugie, pozwala na
myślenie o dziele Herberta nie tylko w kategoriach programu
poetyckiego, ale także, dotyczącego wszelkiej twórczości
literackiej, programu artystycznego, w którym tradycja,
również antyczna, zajmuje ważne miejsce.
TEJREZJASZ, EDYP, HOMER
Inspiracji do napisania Rekonstrukcji poety dostarczyła niewątpliwie
literatura starożytnej Grecji. Z niej to bowiem zaczerpnął
Zbigniew Herbert topos ślepego mędrca. Mitologiczne postacie
ociemniałych wieszczów, obecne także w klasycznych
tragediach, posłużyły za pierwowzór Homera. Znany z
Antygony i Króla Edypa Sofoklesa oraz Bachantek
Eurypidesa Tejrezjasz, choć pozbawiony wzroku, miał dar
jasnowidzenia i znał tajemnice bogów. Jego skierowane do
wewnątrz oczy, były znakiem prawdziwego poznania mechanizmów
rządzących światem. Dlatego właśnie Edyp, dowiedziawszy się
okrutnej prawdy o swym pochodzeniu i kazirodczym związku z własną
matką, wykuł sobie oczy i stał się podobny do Tejrezjasza –
oślepł, gdy stary mędrzec otworzył mu oczy.
Ten paradoks znamionuje również drogę ku prawdzie, jaką
przebywa w omawianym przeze mnie słuchowisku Homer. Poznajemy go
jako czterdziestopięcioletniego mieszkańca Miletu, byłego
marynarza, który zmuszony został do porzucenia swojego fachu
na skutek nieszczęśliwego wypadku, który spowodował
częściową utratę wzroku. Wtedy właśnie zaczął tworzyć i
zyskał przychylność publiczności. Niedowidzący artysta,
zaprowadzony na rynek przez syna, daje koncert, podczas którego
ślepnie całkowicie. Przerażony przerywa występ i prosi Elpenora,
by zaprowadził go do domu. W drodze powrotnej Homer łudzi się
jeszcze, że to tylko chwilowa niedyspozycja. U kresu wędrówki
przekonuje się jednak, iż nie odzyska już wzroku.
POEZJA KRZYKU
Zdarzenie na rynku okazało się momentem przełomowym; zadecydowało o zmianie
dotychczasowego trybu życia poety i zakończyło pierwszy etap
twórczości. Dotąd Homer nazywał poezję krzykiem. Krzykiem,
który miał być sposobem na pokonanie strachu. Swoje występy
traktował jako walkę z owym strachem, który wdarł się do
jego duszy, gdy oczy odmówiły posłuszeństwa. Będąc
człowiekiem niedowidzącym, zmuszonym do wysilenia innych niż wzrok
zmysłów, zaczął swoją uwagę koncentrować na otaczających
go dźwiękach. Słuch stał się podstawowym narzędziem,
pozwalającym na czerpanie wiadomości o świecie.
Ten sposób oglądania świata zaowocował nowym rodzajem
poezji. Homer z pogardą wypowiada się o dokonaniach swoich
poprzedników, dla których „epopeja to była
równina”.
Sam traktuje epos jak „górę, ciężką materię, która
się dźwiga z ziemi do nieba i sięga bogów”.
Mówi o sobie, iż odkrył „ludzką potrzebę krzyku”,
krytykując jednocześnie poezję, w której, by opanować
uczucia, opanowuje się głos.
Jego bunt wobec dotychczas obowiązujących reguł, ma swą przyczynę
właśnie w odmiennej percepcji rzeczywistości. Poprzednicy Homera
skoncentrowani byli na wzroku, który pozwala oglądać
przedmioty z daleka, tworzy dystans pomiędzy patrzącym a światem.
Dystans ten był w ich poezji obecny w chłodnej, wręcz monotonnej
narracji; w owym opanowanym głosie. Dlatego twórczość ta
mogła przywodzić na myśl płaską równinę.
Skupienie uwagi na słuchu powoduje, że dystans znika. Słuchając,
wpuszczamy niejako w siebie otaczające nas dźwięki. Przestajemy
być „na zewnątrz” świata. Tak właśnie odbiera rzeczywistość
Homer. Dlatego głos jest tak ważny w jego epopei. Urasta do krzyku,
który pnie się w górę, ku bogom. To właśnie bogów
chce poruszyć swym krzykiem poeta, bo oni są sprawcami jego losu,
przyczyną strachu. Ich niesprawiedliwe wyroki uczyniły z niego
pół-ślepca.
POEZJA CISZY
Homer postanawia wyjaśnić nam, jak
doszło do tak olbrzymiej zmiany w jego poezji. Opowiada o
pielgrzymce na wyspę Milo, w którą wyruszył „na trzeci
dzień po wypadku na rynku”.
Kiedy dotarł do świątyni Zeusa Cudotwórcy, wykrzyczał
swoją prośbę. Nie było w niej pokory, było poczucie wielkiej
krzywdy: „Homer domaga się zwrotu oczu!”.
Artysta nie został jednak wysłuchany. W nocy ponownie udał się do
świątyni, by powtórzyć prośbę. Tu poeta krzyknął po raz
ostatni. I tym razem nie dało to oczekiwanego skutku. Wszedł na
ołtarz i dotknął twarzy boga, tak jak przedtem dotykał swojej.
Badając oblicze Zeusa, przekonał się, iż bóg jest tak samo
ślepy jak on, a boskie usta są zamknięte.
To właśnie osobisty kontakt z bogiem
spowodował tak wielką przemianę w pisarstwie Homera. Odkrycie
podobieństwa między sobą a bogiem, pozwoliło na pogodzenie się z
własnym losem i pozbycie się strachu. Poeta zrozumiał, że
pozbawiony wzroku, lecz z pokorą przyjmujący wyroki fortuny, staje
się bliższy bogom. Odkrycie tej prawdy nie byłoby możliwe, gdyby
nadal widział. Konieczna była zmiana perspektywy. Dzięki temu
odkryciu, Homer przestał się bać – więc nie musiał już
krzyczeć. Zrozumiał, że kontakt z bogiem jest możliwy jedynie
poprzez milczenie, kontemplację, o czym świadczy przywołana przez
twórcę oda. Zamknięte usta Zeusa są znakiem ciszy, która
stała się największą wartością w nowej poezji greckiego
artysty.
DOTYKANIE PRAWDY
Homer
odkrywa prawdę o bogu poprzez dotyk. Przykłada dłoń do twarzy
Zeusa, aby poznać tożsamość boga; aby uzyskać odpowiedź na
pytanie jaki jest ów Cudotwórca. Jako człowiek ślepy,
prócz słuchu, ma do dyspozycji dotyk, który jest
najbardziej intymnym ze zmysłów. Przekazuje bowiem informacje
o tym minimalnym fragmencie świata, który możemy poczuć
kładąc rękę, stawiając stopę... I choć nie zdobędziemy dzięki
niemu wiedzy o całej otaczającej nas rzeczywistości, nasze
doświadczenie będzie prawdziwe, bo niezafałszowane dystansem do
owej rzeczywistości.
Proces ślepnięcia jest w Rekonstrukcji poety figurą symboliczną,
przedstawiającą, paradoksalnie, proces dochodzenia do prawdy. Dotyk
interpretowany jest tutaj jako zmysł dający wiedzę pewną, bo
pochodzącą z własnego, indywidualnego doświadczenia. Takie
właśnie są wiersze, które w usta Homera włożył autor.
Użyczył ich niejako swojej postaci. Są one przecież częścią
wielkiej twórczości poetyckiej samego Herberta. Funkcjonują
w niej osobno(Kamyk, Tamaryszek, Próbę opisu
możemy znaleźć w tomiku Studium przedmiotu). Nie mamy więc
wątpliwości, że twórca Pana Cogito identyfikuje się
z bohaterem, którego stworzył. Identyfikacja ta dotyczy
przede wszystkim sposobu rozumienia i uprawiania poezji. Dlatego
Rekonstrukcja poety jest skarbnicą wiedzy na temat
programu artystycznego Herberta. Przedstawiona w niej historia Homera stanowi
niesłuchanie ważny, poetycki komentarz do całej twórczości
Księcia Poetów.
WNIOSKI
Przedstawione
wyżej obserwacje wskazują na kilka elementów owego programu
artystycznego. Wiemy już, że forma słuchowiska służy
podkreśleniu mowy jako pierwotnej i najwłaściwszej przestrzeni
istnienia literatury, a co za tym idzie dowartościowaniu żywego
kontaktu autora z odbiorcą. Wspomniałem również o tradycji.
W twórczości Herberta jest ona obecna niemal stale, przede
wszystkim jako składnik niezbędny do odpowiedzialnego, aktywnego
uczestnictwa w kulturze. Dialog z tradycją podjął Herbert również
w Rekonstrukcji poety już choćby przez uczynienie jej
bohaterem Homera. Także forma tego dramatu przywodzić może na myśl
starożytną epikę. Topos ślepego mędrca ma również rodowód
antyczny. Tak o tradycji wypowiada się autor w tekście
zatytułowanym Rozmowa o pisaniu wierszy:
Wydaje mi się rzeczą
absolutnie niezbędną dla każdego twórcy, aby starał się
wypracować swój aktywny stosunek do tradycji, możliwie do
całej tradycji, a nie do tylko jednego pokolenia, co często czynią
młodzi poeci, którzy z lubością pokazują język swoim
poprzednikom, zapominając o Homerze, Ajschylosie, Horacym, Dantem i
Szekspirze.
|
Jednak
w omawianym tu dramacie, prócz elementów odwołujących
się do tradycji, dużą rolę odgrywają partie stojące, wydawałoby
się, na przeciwnym biegunie. Część słuchowiska, podobnie jak
część twórczości poetyckiej, poświęca Herbert rzeczom
(kamyk, tamaryszek, palec). Nie są one jedynie dodatkiem, błachą
igraszką. Rekonstrukcja poety pokazuje, że są tak samo
ważne, jeśli nie ważniejsze od wielkich tropów kultury.
Homer piszący o Achillesie i o Troi, po wizycie w świątyni Zeusa,
zaczyna pisać właśnie o tym, co małe. Owa zmiana skali nie czyni
z niego mniejszego poety. Przeciwnie – pozwala mu na
odpowiedzialny, bo płynący z prawdziwego doświadczenia opis
rzeczywistości. O poważnym stosunku poety do świata rzeczy niech
świadczą fragmenty z cytowanego już wyżej tekstu:
Przeżyłem, jeśli nie
osobiście, to na pewno jako świadek, niejedną kompromitację
ideologii, załamanie się sztucznie stworzonego obrazu
rzeczywistości, kapitulację wiary wobec faktów. I wtedy
domena rzeczy, domena przyrody wydawała mi się punktem oparcia, a
także punktem wyjścia umożliwiającym stworzenie takiego obrazu
świata, który byłby zgodny z naszym doświadczeniem. Po
odejściu fałszywych proroków, rzeczy, aby tak rzec,
ukazywały swoją twarz niewinną, nieskalaną kłamstwem.
|
W programie artystycznym Herberta nie mogło zabraknąć miejsca na
kwestie dotyczące etyki pisarskiej. Podobnie jak w Przesłaniu
Pana Cogito, wartości takie jak odpowiedzialność i świadczenie
prawdzie stają w centrum „rekonstruowanego” obrazu poety.
Poznawanie świata przez dotyk jest w omawianym tu dramacie metaforą
prawdziwego doświadczenia, prawdziwego poznania rzeczywistości. Po
stronie twórczości wypływającej właśnie z głębokiego i
niezafałszowanego kontaktu z otaczającym nas światem opowiada się
Herbert. Tak właśnie rozumiana jest przez niego odpowiedzialność
za słowo. Artysta musi również umieć ponosić konsekwencję
swoich artystycznych wyborów; musi być wierny sobie. Dlatego Homer
postanawia zostać na wyspie Milo, bo wie, że ten nowy sposób
patrzenia na świat nie da się pogodzić ze wcześniejszym życiem.
Sam Herbert o powinnościach poety mówi:
Sferą działalności poety,
jeśli ma on poważny stosunek do swojej pracy, nie jest współczesność,
przez którą rozumiem aktualny stan wiedzy społeczno-politycznej i
naukowej – ale rzeczywistość, uparty dialog człowieka z
otaczającą go rzeczywistością konkretną, z tym stołkiem, z tym
bliźnim, z tą porą dnia, kultywowanie zanikającej umiejętności
kontemplacji.
A przede wszystkim – budowanie
wartości, budowanie tablic wartości, ustalanie ich hierarchii, to
znaczy świadomy, moralny ich wybór z wszystkimi życiowymi i
artystycznymi konsekwencjami, jakie z tym są związane – to wydaje
mi się podstawową i najważniejszą funkcją kultury.
|
Warunkiem koniecznym do spełnienia przedstawionej nam przez Herberta wizji
poety jest cisza. Cisza rozumiana przede wszystkim jako pokora wobec
świata i ludzi, wobec własnych możliwości poznawczych. Jest to
również postulat tworzenia bezinteresownego, nie szukania
poklasku, miłości tłumów. To właśnie umiejętność
pozostawania w cieniu, bez narzucania się. Kategoria ciszy podkreśla
też wagę słów, potrzebę mówienia rzeczy ważnych, a
milczenia o błahostkach. Takiego właśnie poetę chciał
zrekonstruować Herbert. Taką poezję chciał wskrzesić.
Między krzykiem narodzin
a krzykiem śmierci
obserwujcie swoje paznokcie
zachód słońca
ogon ryby
a tego co zobaczycie nie wynoście na rynek
nie sprzedawajcie po cenach okazyjnych
nie krzyczcie
bogowie tak jak zakochani
lubią ogromne milczenie
między wrzaskiem początku
a wrzaskiem końca
bądźcie jak nie dotknięta lira
która nie ma głosu
ma wszystkie
|

Domysły na temat Barabasza
Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie
Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę
mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo
zakręcić się w kółko zapiać radośnie jak kogut
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu
Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie
Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem
tak jak inni uwolnij Barabasza Barabasza
Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało
A Barabasz być może wrócił do swej bandy
W górach zabija szybko rabuje rzetelnie
Albo założył warsztat garncarski
I ręce skalane zbrodnią
czyści w glinie stworzenia
Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem
właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian
lub - czego nie można wykluczyć -
stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian
Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu
o możliwości potencje o uśmiechy fortuny
A Nazareńczyk
został sam
bez alternatywy
ze stromą
ścieżką
krwi
|
W tym wierszu daje się zauważyć podwójne
przeciwstawienie: podmiotu lirycznego i tłumu oraz Jezusa i Barabasza.
Spojrzmy na drugą strofę. Z jednej strony stoi tłum, nakreślony jako
pewien monolit, ignorujący jednostkę i jej WYBORY. Z drugiej strony
pojedynczy człowiek niemal juz wtopiony w tlum, prawie niezdolny do
podjęcia samodzielnej decyzji, własnego WYBORU; na tyle jednak świadomy
aby zdać sobie sprawę ze swojej biernosci. Ten tłum przypomina trochę
obraz nakreślony w Psychologii tłumu Le Bona: bezgłowa masa, z
którą podmiot liryczny się nie identyfikuje, ale która faktycznie
odebrała mu już część WOLNOŚCI. Coś na kształt wyrzutu sumienia każe mu
wypowiedzieś usprawiedliwienie:
(...)
gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało
(...)
|
Druga opozycja, bardziej czytelna, to
przeciwstawienie Barabasza i Jezusa. Barabasz jest WOLNY. Wymienione
możliwosci jego dalszych losów pozwalają przypuszczać, że jego życie
nie jest z góry zaplanowane i zalezy tylko od niego. Herbert wyraza tę
mysl explicite:
(...)
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu
(...)
|
Dlaczego Wielkorządca i Imperator?
Czy słowa te w odniesieniu do zwykłego człowieka nie są nadużyciem
wyższego rejestru wyrazów zarezerwowanych dla władcow narodów i świata?
Otóż taka operacja Herberta zwraca mocniej naszą uwagę na to, ze nie
wszystkim dana jest taka imperatorska WŁADZA nad własną głową i
oddechem. Jezus przy Barabaszu wygląda jak skazaniec i jest nim w
rzeczywistości. Jest przedstawiony jako człowiek w sytuacji bez wyjścia:
(...)
został sam
bez alternatywy
ze stromą
scieżką
krwi
|
Tutaj pojawia się - moim zdaniem -
najważniejsze pytanie. Jest to pytanie o WOLNOŚĆ i o to jak z niej
umiemy korzystać. Ludzie w masie sa słabymi tchórzliwymi
stworzeniami, które nie mogą ani znieść wolności, ani sprostać prawdzie
(...) - to cytat z Roku 1984, a byłaby to przecież też
klasyczna odpowiedź Wielkiego Inkwizytora z Braci Karamazow.
Korzystanie z WOLNOŚCI jest trudne, a ten,
kto się tego nauczy i podejmie, raczej odczuje krzywdę niż nagrodę. To
stały motyw u Herberta: a nagrodzą cię za to tym co mają pod reka
.... Jest to bardzo trudne - tym trudniejsze, że wszyscy w pewien
sposób jesteśmy unurzani w łatwych kompromisach i mówiący poprzez
podmiot liryczny Herbert też przyznaje: w pewien sposób brałem
udział w sprawie (...). W wierszu nie ma bezpośredniej odpowiedzi
czy mamy naśladując Jezusa podążać samotnie stromą ścieżką krwi
czy żyć nie dookreślonym życiem Barabasza, ktory może równie dobrze
wrócić do zbrodni jak i stać się garncarzem. A może jest jeszcze inna
możliwość?

Przesłanie Pana Cogito
Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny Idź
|
Pochodzący z 1974 roku wiersz Przesłanie
Pana Cogito kończy tomik Pan Cogito i zgodnie ze swoim tytułem jest
przesłaniem wieńczącym cały cykl. Analizując ten wiersz należy przede
wszystkim zauważyć jego łączność z przedstawioną w innych wierszach
ideą godnego postępowania w warunkach totalitarnego zniewolenia.
Wierszem poprzedzającym Przesłanie Pana Cogito w tomiku jest
utwór Pan Cogito o postawie wyprostowanej. Takie zestawienia
nie są nigdy u Herberta przypadkowe. Poeta podkreśla wagę chwili, która
wymaga wyboru. Właściwa jest tylko jedna droga - dochowanie wierności
własnym ideałom, zachowanie wspomnianej postawy wyprostowanej. Dlatego
nie znajdziemy w wierszu oznak wahania. Przesłanie... napisane
jest w trybie rozkazującym: idź, bądź odważny, strzeż się, czuwaj!
Te słowa brzmią jak rozkaz dowódcy przed decydującą bitwą. W istocie,
Herbert wzywa do walki i ma świadomość nieuchronności starcia.
Przesłanie Pana Cogito zawiera
prawdy, które poeta uznał za najważniejsze dla tych, którzy nie chcą
się poddać niedemokratycznej władzy. Nie przeciera jednak nowego szlaku
- tą drogą poszło już wielu. Czeka na nich złote runo nicości. Ten
oksymoron zwraca uwagę czytelnika na pozorną nielogiczność walki. Ale
już w kolejnym wersie, jakby nie zważając na poprzednie słowa, podmiot
liryczny nakazuje marsz. Słowa: ocalałeś nie po to aby żyć
przypominają myśl navigare necesse est, vivare non est necesse.
Ważne jest działanie. Wymaga ono odwagi i czujności. Podmiot liryczny
wiersza nawołuje do walki, aczkolwiek nie daje adresatowi tych słów
żadnej nadziei na zwycięstwo. Wiersz kończy się opisem nagrody, która
czeka idącego za radą Pana Cogito:
(...)
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
(...)
|
Wybór stojący przed czytelnikiem jest
jasny. Herbert nie chce oszukiwać odbiorcy wobec faktów. Jeśli chce iść
za nim - musi wiedzieć, że jest to droga trudna. Jeśli nie chce -
zostanie jednym z tych co na kolanach.
Wiedząc o sile i bezwzględności
przeciwnika, poeta nie odwołuje się w Przesłaniu... do zasad
Ewangelii. Wręcz przeciwnie, zabrania litości wobec słabych. Obrońców
Prawdy odróżnia od innych siła moralna. Może być ona powodem odczuwania
swojej wyższości, choć w wierszu znajdujemy też słowa wskazujące, że
powołani do walki powinni strzec się niepotrzebnej dumy; są przecież od
nich lepsi. Nurt ten został rozwinięty w zamieszczonym w tomiku Raport
z oblężonego Miasta wierszu Potęga smaku, w którym Zbigniew
Herbert pomniejsza konieczną do sprzeciwienia się systemowi odwagę
pisząc, że dla zrozumienia prawdy wystarczy tylko dobry smak. Potęga
smaku to wiersz późniejszy, reprezentuje inne spojrzenie. W połowie
lat siedemdziesiątych, gdy Herbert pisał Przesłanie...
dominował nastrój bojowy.
Wiersz jest przykładem zwięzłej wypowiedzi
zawierającej wiele treści, tak charakterystycznej dla twórczości
Herberta. Krótkie, najczęściej dwu- lub trójwersowe strofy pokrywają
się z kolejnymi nakazami i radami składającymi się na swoisty testament
Pana Cogito. Podobnie jak niemal wszystkie utwory Herberta Przesłanie...
jest wierszem białym. Poeta usunął z tekstu większość znaków
interpunkcyjnych. Upersonifikował pojęcia Pogardy i Gniewu (pisane z
wielkich liter). Pojawiają się częste przeciwstawienia ludzkiego
wysiłku i braku efektu pracy. Dla lepszego zilustrowania swej myśli
poeta przywołuje obraz Izraelitów idących przez pustynię i ginących w
drodze. Przeznaczone adresatowi wiersza zadanie wyjaśniają postacie,
które podmiot liryczny stawia odbiorcy za najwyższy autorytet. Są to:
Gilgamesz - półlegendarny władca miasta Uruk, Hektor - antyczny bohater
znany z Illiady i Roland - średniowieczny wzór rycerza. Znaleźć się
pośród nich oznacza być niezłomnym w służbie Prawdy. Słowa pożegnania: Bądź
wierny Idź brzmią jak wielkie zobowiązanie. Obyśmy mieli siłę je
wypełnić.

Pani Profesor Izydorze
Dąmbskiej
Potęga smaku
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i cząstki sumienia
Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach
Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu
Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie
Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów
Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa
|
Odczytanie podstawowej płaszczyzny wiersza Potęga
smaku nie nastręcza większej trudności. Posługująca się niezbyt
finezyjnym zestawem środków komunistyczna władza wywołuje sprzeciw
dzisiejszego Arbitra elegantiae. Komunizm jest dla Herberta po
prostu niesmaczny. Nie pisze: zbrodniczy, okrutny, nieludzki,
ale właśnie: niesmaczny. Sens tych słów jest głębszy ponieważ dotyka
osobistych wyborów poety. Wiersz Potęga smaku przedstawia
powody, dla których Zbigniew Herbert na długie lata wycofał się z życia
kulturalnego Polski. Według tego wiersza mają to być powody natury
raczej estetycznej niż moralnej.
W zakończeniu wiersza:
(...)
wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa
|
Stanisław Barańczak odszukuje ironiczny
komentarz do zdania Marka Aureliusza: Do rzeczy, z którymi jesteś
losem sprzężony, staraj się dostosować. Tragiczny rozdźwięk między
pojęciami moralnego zwycięstwa i fizycznego przetrwania podkreśla
trudność wyboru. Nie można jednak zgodzić się na kompromis stawiając na
szali własną godność. I chociaż ... tylko sny nasze nie zostały
upokorzone (Raport z oblężonego Miasta), to największym
upokorzeniem byłoby poddać się przed tymi, którzy mając fizyczną
przewagę jednocześnie budzą swoją małością nie strach, ale właśnie żal,
politowanie i niesmak.

Modlitwa Pana Cogito - podróżnika
Panie
dziękuję Ci że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny
a także za to że pozwoliłeś mi w niewysłowionej dobroci
Twojej być w miejscach które nie były miejscami mojej
codziennej udręki
- że nocą w Tarquinii leżałem na placu przy studni i spiż
rozkołysany obwieszczał z wieży Twój gniew lub wybacze-
nie
a mały osioł na wyspie Korkyra śpiewał mi ze swoich
niepojętych miechów płuc melancholię krajobrazu
i w brzydkim mieście Manchester odkryłem ludzi dobrych
i rozumnych
natura powtarzała swoje mądre tautologie: las był lasem
morze morzem skała skałą
gwiazdy krążyły i było jak być powinno - Iovis omnia
plena
- wybacz - że myślałem tylko o sobie gdy życie innych
okrutnie nieodwracalne krążyło wokół mnie jak wielki
astrologiczny zegar u świętego Piotra w Beauvais
że byłem leniwy roztargniony zbyt ostrożny w labiryntach
i grotach
a także wybacz że nie walczyłem jak lord Byron o szczęście
ludów podbitych i oglądałem tylko wschody księżyca
i muzea
- dziękuję Ci że dzieła stworzone ku chwale Twojej udzieliły
mi cząstki swojej tajemnicy i w wielkiej zarozumiałości
pomyślałem że Ducio van Eyck Bellini malowali także dla
mnie
a także Akropol którego nigdy nie zrozumiałem do końca
cierpliwie odrywał przede mną okaleczone ciało
- proszę Cię żebyś wynagrodził siwego staruszka który nie
proszony przyniósł mi owoce ze swego ogrodu na spalonej
słońcem ojczystej wyspie syna Laertesa
a także Miss Helen z mglistej wysepki Mull na Hebrydach
za to że przyjęła mnie po grecku i prosiła żeby w nocy
zostawić w oknie wychodzącym na Holy Iona
zapaloną lampę aby światła ziemi pozdrawiały się
a także tych wszystkich którzy wskazywali mi drogę
i mówili kato kyrie kato
i żebyś miał w swej opiece Mamę ze Spoleto Spi-
ridiona z Paxos dobrego studenta z Berlina który wybawił
mnie z opresji a potem nieoczekiwanie spotkany w Arizonie
wiózł mnie do Wielkiego Kanionu który jest jak sto tysięcy
katedr zwróconych glową w dół
- pozwól o Panie abym nie myślał o moich wodnistookich
szarych niemądrych prześladowcach kiedy słońce schodzi
w Morze Jońskie prawdziwie nieopisane
żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła
dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny
a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze
i bez wybaczenia
|
Stanowiące kompozycyjną klamrę wiersza
słowa: dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny
wyrażają prosty zachwyt Herberta dla świata. Zachwyt erudyty, który
jednak przez całe życie nie przestaje się dziwić. Zbigniew Herbert
wielokrotnie podróżował po Europie i po świecie. Tym większą miał
świadomość zasadniczych różnic między życiem w Polsce lat
sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych a życiem na Zachodzie. Jednak w Modlitwie...,
podobnie jak i w innych wierszach zresztą, znajdujemy raczej słowa
zachwytu dla dawnych twórców aniżeli dla współczesności wolnego świata.
Herbert chętnie nawiązywał kontakty z ludźmi nauki i kultury innych
krajów, spacerował po miastach, zwiedzał zabytki, nigdy jednak nie
wyobrażał sobie życia na emigracji.
Obszerne relacje z podróży do Francji i
Włoch umieścił w zbiorze esejów Barbarzyńca w ogrodzie
opublikowanym w 1962. Z zamieszczonego w tym zbiorze szkicu Lascaux
napisanego po zwiedzeniu groty, w której zachowały się liczące ponad
piętnaście tysięcy lat malowidła naścienne, chciałbym przytoczyć
fragment, doskonale współgrający z atmosferą wiersza:
Wracałem z Lascaux tą samą
drogą, jaką przybyłem. Mimo że spojrzałem, jak to się mówi, w przepaść
historii, nie miałem wcale uczucia, że wracam z innego świata. Nigdy
jeszcze nie utwierdziłem się mocniej w kojącej pewności: jestem
obywatelem Ziemi, dziedzicem nie tylko Greków i Rzymian, ale prawie
nieskończoności.
To jest właśnie ludzka duma i
wyzwanie rzucone obszarom nieba, przestrzeni i czasu. "Biedne ciała,
które mijacie bez śladu, niech ludzkość będzie dla was nicością; słabe
ręce wydobywają z ziemi noszącej ślady oriniackiej półbestii i ślady
zagłady królestw - obrazy, które budząc obojętność czy zrozumienie,
jednako świadczą o waszej godności. Żadna wielkość nie da się oddzielić
od tego, co ją podtrzymuje. Reszta to uległe stwory i bezrozumne owady".
Droga była otwarta ku świątyniom
greckim i gotyckim witrażom. Szedłem ku nim czując w dłoni ciepły dotyk
malarza z Lascaux.
|
Świadomość obcowania z prawie
nieskończonością poprzez kontakt z cudami natury lub dziełami
człowieka jest nieodłączną częścią twórczości Herberta i źródłem wielu
historycznych nawiązań w jego utworach. Są to nie tylko - jak się
niekiedy błędnie generalizuje - nawiązania antyczne. Modlitwa Pana
Cogito - podróżnika to słowa dziękczynienia a zarazem wyraz tej
pewności, którą odnajdujemy w powyższym fragmencie eseju. Pewności, że
obserwując z odrobiną pokory otaczający nas świat bliżsi będziemy temu,
czego pragnie dla siebie liryczny podmiot wiersza, a o czym może dla
siebie pragnął i sam Herbert pisząc:
(...)
żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne
cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła
(...)
|

Wit Stwosz: Uśnięcie NMP
Jak namioty przed burzą marszczą się złote
opończe
przybór gorącej purpury odsłania piersi i stopy
cedrowi apostołowie unoszą ogromne głowy
nad wysokoscią zawisa broda ciemna jak topór
Kwitną snycerskie palce. Cud się dłoniom wymyka
więc kładą je na powietrzu - powietrze się burzy jak struny
Gwiazdy się mącą na niebie z gwiazd jest także muzyka
lecz nie dosięga ziemi i trwa wysoko jak luna.
A Panna Maria usypia. Idzie na dno zdziwienia
trzymają ją w wątłej siatce umiłowane oczy
upada coraz wyżej jak strumień przez palce przenika
a oni schylają się z trudem nad wstępującym obłokiem
|
DZIEŁO
Dzieło sztuki żyje jedynie dzięki
oczom tych, którzy nań patrzą.
Joanna Guze
"Na tropach sztuki"
Czymże by było dzieło sztuki bez
kontemplatorów podziwiających jego artyzm i kunszt? Czy może istnieć
sztuka bez splendoru i zachwytu? Czy nie jest największą nagrodą,
najwspanialszym zaszczytem uznanie? A czyż największym uznaniem nie
jest uwiecznienie wywartego wrażenia poprzez zamknięcie go w słowa i
tym samym uczynienie nieśmiertelnym?...
W roku 1944 w ucieczce przed
wkraczającą Armią Czerwoną Zbigniew Herbert wyjechał do Krakowa. Tam
też podjął studia na Akademii Sztuk Pięknych i, mimo iż wkrótce je
przerwał, bez wątpienia codzienne obcowanie ze sztuką odcisnęło swe
piętno na wrażliwości młodego poety. To podczas poszerzania swej wiedzy
na temat sztuk plastycznych mógł zetknąć się Herbert z Ołtarzem
Mariackim - późnogotyckim dziełem Wita Stwosza, ukończonym w 1489 roku.
Możliwe jest jednak także, że do odwiedzin w Kościele Najświętszej
Marii Panny skłoniła poetę chęć ujrzenia rzeźb mistrza. Herbert bowiem,
sam artysta, nie potrafił przejść obojętnie wobec cudzego dzieła.
Pokrewna dusza może bowiem krytykować albo podziwiać, ale nie ignoruje.
Herbert podziwiał.
O wielkim wrażeniu jakie wywarł na
lwowskim poecie Ołtarz Mariacki świadczy ukazanie się w prawie pół
wieku później, w 1990 roku w tomiku "Elegia na odejście", wiersza
poświęconemu dziełu Stwosza. Tytuł wiersza jest prosty, jednoznaczny,
kojarzy się z podpisem pod eksponatem muzealnym, nie ma bowiem żadnego
zabarwienia emocjonalnego. "Wit Stwosz: Uśnięcie NMP" przypomina
bardziej informację, pod wpływem jakiego dzieła powstał utwór, niż
zapowiedź lirycznego wyznania artysty urzeczonego efektem pracy innego
artysty.
|
URZECZENIE
Prawdziwym celem sztuki winno być
ukazanie dzieła, a ukrycie twórcy.
Oscar Wilde
Średniowieczni artyści tworzyli na
chwałę Pana. Nazwiska wielu z nich pozostaną na zawsze nieznane.
Sygnaturą bywał kunszt dzieła, artyzm wykonania, geniusz detalu. Poeci,
malarze, rzeźbiarze czy architekci wystrzegali się jednak eksponowania
siebie, starali się pozostać anonimowi. Dzieło miało przemawiać, nie
zaś imię. Choć w dobie późnego gotyku, czyli w okresie, kiedy tworzył
Stwosz, coraz częściej zdarzało się słyszeć o autorach, to okres, w
którym wartość dzieła będzie mierzyć się nazwiskiem wykonawcy, przypada
na wieki późniejsze.
Do tej cechy charakterystycznej
sztuce średniowiecznej nawiązał też Zbigniew Herbert w swym wierszu
"Wit Stwosz: Uśnięcie NMP". Znamienne bowiem, że w całym wierszu nie ma
ani jednego momentu, w którym ujawniłby się jako kontempla-tor Ołtarza.
Ani razu nie pada słowo "ja", ani razu też nie zostają bezpośrednio
wyrażone uczucia zachwytu czy podziwu. Podmiot liryczny zdaje się nie
istnieć - dzieło przemawia samo głosem swej doskonałości. Herbert jest
tylko pośrednikiem, uwiecznia wielkość i kunszt Stwosza dla potomnych,
przyjmuje zatem postawę obserwatora, widza. Jest biernym świadkiem
zdarzenia. Najważniejsze staje się oddziaływanie Ołtarza Mariackiego,
nie zaś uczucia, jakie to oddziaływanie wywołuje.
Urzeczony ekspresją rzeźb Herbert
zwraca uwagę na najdrobniejsze szczegóły sztuki snycerskiej. Dostrzega
więc staranne i wierne oddanie ułożenia szat. Ich fałdy porównuje do
rozpostartych i pomarszczonych podczas burzy namiotów. Podziwia
dokładność, z jaką mistrz średniowieczny wyrzeźbił apostolską brodę.
Oczarowany kontempluje tło, jakim jest niebo rozświetlone gwiazdami i
blaskiem księżyca. Ważnym dla Herberta elementem dopełniającym dzieło i
wywołującym na nim duże wrażenie jest barwa. Nasycenie kolorów, które
charakteryzuje warsztat Stwosza, wykorzystuje też XX-wieczny poeta. Są
więc w jego wierszu: "złote opończe" i "gorąca purpura", a broda zaś
jest "ciemna jak topór". Choć Herbert zdaje się nie zwracać uwagi na
błękit tła, to jednak domyślić się go można w słowach:
"...Cud się dłoniom wymyka
więc kładą je w powietrzu..."
|
Jak bowiem można wyrazić w sztuce plastycznej istnienie powietrza jeśli
nie kolorem?...
Poeta nie poprzestaje jedynie na
zachwycie nad techniką Stwosza, którą najlepiej wyrażają słowa: "kwitną
snycerskie palce". Znajduje się także pod silnym działaniem walorów
estetycznych dzieła - stąd jego podziw dla ekspresji tak doskonale
ujętej przez średniowiecznego mistrza. Poprzez poetycki opis Ołtarz
zaczyna nabierać realnych kształtów nawet dla kogoś, komu nie było dane
odwiedzić Bazyliki Mariackiej. Ruch, tak wspaniale uchwycony w
późnogotyckim dziele, podkreślają słowa Herberta: "marszczą się złote
opończe", "odsłania piersi i stopy", "unoszą ogromne głowy", "powietrze
się burzy jak struny", "idzie na dno zdziwienia", "nad wstępującym
obłokiem". Poecie roztacza przed odbiorcą monumentalność Ołtarza w
słowach:
"cedrowi apostołowie unoszą ogromne
głowy"
|
a także:
"Gwiazdy się mącą na niebie z gwiazd
jest także muzyka
lecz nie dosięga ziemi i trwa wysoko jak luna"
|
Owo wrażenie ogromu komponuje się
także z theatrum Ołtarza, jakim jest właśnie Zaśnięcie Marii Panny
poprzedzające jej wniebowzięcie. Także ujęcie tego tematu przez Stwosza
było dla Herberta pretekstem do rozmyślań. Znów jednak oparł on swe
refleksje na dokładnych studiach nad wizją rzeźbiarską. Poeta dostrzega
więc uwieczniony przez średniowiecznego artystę gest podtrzymywania
przez apostoła Marii: "trzymają ją w wątłej siatce". Wyraz jej twarzy
jest dla niego grymasem "zdziwienia". Zapadanie w sen natomiast
"upadaniem coraz wyżej". Owo uwznioślenie, przed którym nastąpić musi
upadek, stanowi odniesienie do innej części Ołtarza - Wniebowzięcia
Najświętszej Marii Panny. Stąd też możliwe jest współistnienie dwóch
pozornie sprzecznych zdarzeń: apostołowie mogą "schylać się z trudem
nad wstępującym obłokiem".
|
SYMBOLIKA
Kolejny pogromco prawdy
i słów które się
za nią kryją
nie wydzieraj mi wiary
Lothar Herbst
"Wit Stwosz: Uśnięcie NMP" to
wiersz, który stanowi nie tylko dialog ze sztuką średniowieczną. Jest
to dialog także z kulturą judeochrześcijańską. Podejmuje go Herbert,
odwołując się do symboli i alegorii zaczerpniętych wprost ze
średniowiecznej kultury. Poeta nazwał więc apostołów "cedrowymi
apostołami", mimo iż Wit Stwosz wykonał Ołtarz z drewna lipowego. Aby
zrozumieć głębsze znaczenie wyboru akurat tego drzewa, trzeba cofnąć
się kilkaset lat wstecz. W tradycji wczesnośredniowiecznej cedr
stanowił bowiem symbol czystości i piękna, delikatności i dostojeństwa.
Atrybuty te przypisać można apostołom, wybranym wszakże wśród tysięcy
przez Chrystusa. Od wieków już królewskość symbolizował także kolor
złota i purpury - barwy, które tak ważną rolę odgrywają w oby dziełach
- malarskim i snycer-skim.
Ogrom, boskość, niezmienność wyraża
także trwająca na niebie "luna" - księżyc. Jej "trwanie" oznaczać może
wieczność i wszechobecność. Jej "niedosięganie ziemi" � nadnaturalną
moc. Zdaje się ona spoglądać na dół, rozświetlać mroki nocy boskim
światłem i stanowić swym spokojem przeciwwagę dla porozrzucanych w
nie-ładzie po niebie gwiazd. Ich nieuporządkowanie przywodzi na myśl
człowiecze losy, nad którymi góruje widzący wszystko Boski Majestat.
Kolejnym symbolem jest samo
uśnięcie Marii. Sen już bowiem w wierzeniach starożytnych określany był
mianem "brata śmierci", symbolizował jednocześnie równowagę i spokój.
Stanowi on swoistą ablucję duchową - wyzbycie się ziemskości, trosk
przyziemnych i wędrówkę duszy uwolnionej od ciała. Sen jest więc
przygotowaniem do aktu Wniebowzięcia - pomostem łączącym świat ziemski
ze sferą niebiańską. Granice między tymi dwoma światami przekracza
jedynie duch człowieka, cielesna część istnienia pozostaje na ziemi w
pozycji leżącej. Dusza zaś symbolizowana w wierszu Herberta przez
"wstępujący obłok" rozpoczyna podróż ku górze - do innego, nie
człowieczego świata.
|
POWROTY
Po latach spędzonych poza domem przybywasz,
Niosąc ze sobą wspomnienia,
któreś przechował pod obcym niebem
Z dala od swej ziemi.
George Seferis
Herbert swym wierszem "Wit Stwosz:
Uśnięcie NMP" złożył hołd średniowiecznemu mistrzowi. Znalazł się pod
dużym wpływem i oddziaływaniem sugestywnej wizji Uśnięcia Marii. Do
sztuki późnogotyckiej nawiązał zarówno w warstwie kompozycyjnej
wiersza, jaki i w samym jego przesłaniu. Połączył prosty język z
głębokimi przemyśleniami humanisty, kontemplację dzieła z dialogiem z
tradycją chrześcijańską. Zachwycił się dziełem Stwosza.
Jednakże żeby powstać mógł Ołtarz
Mariacki w takiej formie, w jakiej można go obecnie podziwiać w
kościele krakowskim, sam Stwosz potrzebował natchnienia i wpływu innych
artystów. Cechy monumentalnego realizmu zaczerpnął więc z twórczości
Mikołaja z Lejdy. Jednocześnie w zakresie kompozycji plastycznej uległ
bez wątpienia wpływom malarstwa niderlandzkiego z kręgu Rogera van der
Weydena. Głębia uduchowienia i wizyjny nastrój dominują w Ołtarzu nad
elementami realizmu. Monumentalność całości, sceniczna teatralność,
realizm szczegółów anatomii połączył średniowieczny artysta z
dramatyzmem akcji, dynamiką stylu ujęcia postaci i dekoracyjnością
rzeźbiarską oraz malarską.
Ołtarz Mariacki jest najlepszym
dowodem na to do jakiej perfekcji w swobodnie kompozycji pełnych
ekspresyjnego ruchu scen doszedł mistrz, opierając się na
do-świadczeniach innych twórców.
Dialog podjęty przez Herberta z
dziełem Wita Stwosza jest więc pośrednio polemiką z większą ilością
twórców średniowiecznych, otwiera wręcz dyskusję z dorobkiem całego
okresu późnego gotyku. Świadczy o żywotności i odwiecznej aktualności
sztuki. Potwierdza też tezę o niezmiennej od lat potrzebie powrotu do
źródeł, konieczności dotarcia do korzeni, o wciąż nurtującej człowieka
potrzebie odkrycia świata i sztuki na nowo. Wiersz "Wit Stwosz:
Uśnięcie NMP" jest dowodem na potrzebę wzbogacania wrażliwości
humanistycznej poprzez studia nad dziełami sztuki wcześniejszych epok.
Herbert uczynił ze swego utworu jeszcze jeden pomost łączący kunszt
plastyczny z magią słowa i kolejny element ponadczasowego dialogu
między dziełami sztuki.
|

Domysły na temat Barabasza
Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie
Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę
mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo
zakręcić się w kółko zapiać radośnie jak kogut
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu
Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie
Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem
tak jak inni uwolnij Barabasza Barabasza
Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało
A Barabasz być może wrócił do swej bandy
W górach zabija szybko rabuje rzetelnie
Albo założył warsztat garncarski
I ręce skalane zbrodnią
czyści w glinie stworzenia
Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem
właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian
lub - czego nie można wykluczyć -
stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian
Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu
o możliwości potencje o uśmiechy fortuny
A Nazareńczyk
został sam
bez alternatywy
ze stromą
ścieżką
krwi
|
W tym wierszu daje się zauważyć podwójne
przeciwstawienie: podmiotu lirycznego i tłumu oraz Jezusa i Barabasza.
Spojrzmy na drugą strofę. Z jednej strony stoi tłum, nakreślony jako
pewien monolit, ignorujący jednostkę i jej WYBORY. Z drugiej strony
pojedynczy człowiek niemal juz wtopiony w tlum, prawie niezdolny do
podjęcia samodzielnej decyzji, własnego WYBORU; na tyle jednak świadomy
aby zdać sobie sprawę ze swojej biernosci. Ten tłum przypomina trochę
obraz nakreślony w Psychologii tłumu Le Bona: bezgłowa masa, z
którą podmiot liryczny się nie identyfikuje, ale która faktycznie
odebrała mu już część WOLNOŚCI. Coś na kształt wyrzutu sumienia każe mu
wypowiedzieś usprawiedliwienie:
(...)
gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało
(...)
|
Druga opozycja, bardziej czytelna, to
przeciwstawienie Barabasza i Jezusa. Barabasz jest WOLNY. Wymienione
możliwosci jego dalszych losów pozwalają przypuszczać, że jego życie
nie jest z góry zaplanowane i zalezy tylko od niego. Herbert wyraza tę
mysl explicite:
(...)
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu
(...)
|
Dlaczego Wielkorządca i Imperator?
Czy słowa te w odniesieniu do zwykłego człowieka nie są nadużyciem
wyższego rejestru wyrazów zarezerwowanych dla władcow narodów i świata?
Otóż taka operacja Herberta zwraca mocniej naszą uwagę na to, ze nie
wszystkim dana jest taka imperatorska WŁADZA nad własną głową i
oddechem. Jezus przy Barabaszu wygląda jak skazaniec i jest nim w
rzeczywistości. Jest przedstawiony jako człowiek w sytuacji bez wyjścia:
(...)
został sam
bez alternatywy
ze stromą
scieżką
krwi
|
Tutaj pojawia się - moim zdaniem -
najważniejsze pytanie. Jest to pytanie o WOLNOŚĆ i o to jak z niej
umiemy korzystać. Ludzie w masie sa słabymi tchórzliwymi
stworzeniami, które nie mogą ani znieść wolności, ani sprostać prawdzie
(...) - to cytat z Roku 1984, a byłaby to przecież też
klasyczna odpowiedź Wielkiego Inkwizytora z Braci Karamazow.
Korzystanie z WOLNOŚCI jest trudne, a ten,
kto się tego nauczy i podejmie, raczej odczuje krzywdę niż nagrodę. To
stały motyw u Herberta: a nagrodzą cię za to tym co mają pod reka
.... Jest to bardzo trudne - tym trudniejsze, że wszyscy w pewien
sposób jesteśmy unurzani w łatwych kompromisach i mówiący poprzez
podmiot liryczny Herbert też przyznaje: w pewien sposób brałem
udział w sprawie (...). W wierszu nie ma bezpośredniej odpowiedzi
czy mamy naśladując Jezusa podążać samotnie stromą ścieżką krwi
czy żyć nie dookreślonym życiem Barabasza, ktory może równie dobrze
wrócić do zbrodni jak i stać się garncarzem. A może jest jeszcze inna
możliwość?

***
Na zakończenie chciałbym umieścić w tym
krótkim zestawieniu fragment modlitwy Sokratesa
z Jaskini filozofów Herberta - kilka zdań, które uważam za
istotne.
IV. Dziękuję Ci za życie, które
upłynęło tak, że nigdy nie zaparłem się trzeźwości. Nie wstydziłem się
także zawrotów głowy, jakie zsyła pełna świadomość.
V. Nie głosiłem Twego imienia. Nie składałem Tobie ofiar. Nie
zachęcałem uczniów do kultu, wiedząc, że jest Ci to doskonale obojętne.
Chwaliłem Cię w koniunkcji i dysjunkcji, a także w małej świątyni
zbudowanej z sylogizmów.
VI. Więc na koniec zwracam się do Ciebie, abyś mnie nie opuścił. Abym
do końca czuł Twoją chłodną rękę na czole. I nieruchome oczy w moich
oczach. I światłość. |
________________________________________
Piotr Rykaczewski, Gdynia-Karlsruhe, 1996-2005
Teksty omówionych wierszy, jak i nie zawartych w
powyższym zestawieniu, a wspomnianych w innej części opracowania,
znajdziesz w wyborze tekstów.
Powrót do
wykazu stron | Początek tej strony
biografia | analizy
| Elzenberg | wspomnienia | nowości wydawnicze | wybór tekstów | źródła | ...
© Piotr Rykaczewski -
ostatnie zmiany