biografia | analizy | Elzenberg | wspomnienia | nowości wydawnicze | wybór tekstów | źródła | ...
podstrona poświęcona Zbigniewowi Herbertowi zamiast wstępu linki
Analiza wybranych tekstów

ZBIGNIEW HERBERT - PRÓBA PORTRETU

fotografia Zbigniewa Herberta

Rekonstrukcja Poety
- ze zbioru "Dramaty",
Tomasz Mitrowski o programie poetyckim Herberta


Przesłanie Pana Cogito
- z tomiku "Pan Cogito"

Potęga smaku
- z tomiku "Raport z oblężonego miasta"

Modlitwa Pana Cogito - podróżnika
- z tomiku "Raport z oblężonego miasta"

Wit Stwosz: Uśnięcie NMP
- z tomiku "Elegia na odejście",
esej interpretacyjny pióra Idy Bohdanowicz


Domysły na temat Barabasza
- z tomiku "Elegia na odejście"

***


*

Rekonstrukcja Poety


WSTĘP

Zbigniew Herbert znany jest przede wszystkim jako poeta i błyskotliwy eseista. Rzadko pamięta się o tym, że jest także autorem tekstów dramatycznych, stanowiących niezwykle ważną część jego twórczości. Podobnie jak w przypadku pisanych przez tego artystę wierszy, również w dramatach widoczne jest przywiązanie autora do szeroko rozumianej tradycji antycznej. Dwie spośród pięciu jego sztuk nawiązują do kultury starożytnej Grecji – kolebki naszej cywilizacji. Po raz kolejny daje o sobie znać klasyczne wykształcenie Herberta. Głębokie znawstwo filozofii i sztuki przedchrześcijańskiej Europy, pozwala mu na nowo podejmować antyczne wątki. Obok Jaskini filozofów, której akcja oparta została na jednym z platońskich dialogów, drugim dramatem odwołującym się do helleńskiej literatury jest Rekonstrukcja poety.

Oba te utwory mogą być odczytywane jako demitologizacja postaci Sokratesa i Homera, a przede wszystkim naszego wyobrażenia o starożytnym świecie. Jestem jednak przekonany, że nie jest to centralny problem przywołanych wyżej tekstów. Dlatego uważam, iż warto odczytywać je z nieco innej perspektywy.

W niniejszej pracy zajmę się Rekonstrukcją poety, bo w tej właśnie sztuce zawarł Herbert własny program poetycki. Dobrze więc chyba sięgnąć po ów dramat, by dowiedzieć się, jaki klucz do swej twórczości pozostawił nam sam autor.


DRAMAT - SŁUCHOWISKO

Dla wyrażenia swego programu poetyckiego wybrał Herbert bardzo specyficzny gatunek wypowiedzi literackiej. Nie jest to bowiem dramat przeznaczony do realizacji teatralnej.$ Bardzo oszczędnie wprowadzone didaskalia, jednoznacznie wskazują na formę słuchowiska. Dlatego nie znajdziemy w nich jakichkolwiek uwag dotyczących przestrzeni scenicznej. Tekst poboczny to w większości wskazówki określające sposób wypowiadania kwestii, rodzaj pojawiających się dźwięków, miejsca pauz.. Nie bez przyczyny osoby dramatu przedstawione zostały jako „głosy”. Zabieg ten służy nie tylko właściwemu rozpoznaniu ich statusu ontologicznego (istnieją jedynie poprzez wypowiadanie się), ale także zwróceniu naszej uwagi na brzmieniową warstwę utworu.

Taki charakter dramatu powoduje, że nawet głośna lektura może stanowić jego pełną realizację. Tekst ten niejako bez reszty spełnia się w mowie. Nie potrzebuje innych systemów znakowych: światła, ruchu, scenografii… Język jest zarazem jego tworzywem i ostateczną formą. Tę właściwość słuchowiska wykorzystał Herbert, by przypomnieć, że to właśnie mowa jest pierwotną i naturalną przestrzenią istnienia poezji. Najwłaściwszym zaś sposobem jej odbioru jest słuchanie. Taka postawa wobec twórczości słownej wydaje się być ważnym elementem przedstawionego w Rekonstrukcji poety programu artystycznego.


HOMER - GŁOS WIODĄCY

Główną postacią swego dramatu uczynił Herbert Homera, wielkiego poetę, autora pierwszych eposów bohaterskich – Iliady i Odysei. Jego wypowiedzi zajmują przeważającą część tekstu. Pozostałe trzy postacie: Profesor, Elpenor i Kobieta, pełnią rolę „pomocniczą”. Są znacznie słabiej zarysowane; prawie niczego się o nich nie dowiadujemy. Homer od momentu, w którym przerywa Profesorowi wykład, staje się głosem wiodącym. Opowiada o pewnych wydarzeniach ze swojego życia, które zdecydowały o przemianie, jaka się w nim samym dokonała. Nie są to oczywiście wydarzenia z prawdziwej biografii greckiego twórcy. Stanowią one jedynie fikcję literacką. Ten fragment życia Homera został dopisany przez Herberta.

Od kwestii głównego bohatera uzależniony jest rozwój akcji. Jeśli pominiemy słowa Profesora, okaże się, że istotna fabuła słuchowiska mieści się w opowiadaniu Homera. Mamy zatem do czynienia ze zjawiskiem dość rzadko występującym w dramatach. Zajmujący lwią część tekstu monolog postaci wiodącej, decyduje o dominującej roli żywiołu epickiego. To właśnie opowiadanie, a nie dialog, staje się budulcem, materiałem konstrukcyjnym słuchowiska. Wypowiedzi innych postaci (głosów) istnieją tu niemal tak, jak słowa postaci drugoplanowych w powieściach z narratorem personalnym (termin zaczerpnięty z typologii F. Stanza), pierwszoosobowym. Jesteśmy skłonni traktować je jako przytoczenie, cytat, którym posłużył się opowiadający. Jeżeli przyjmiemy taki punkt widzenia, historia Homera jawić nam się będzie jako próba odtworzenia w umysłach słuchaczy zdarzeń i rozmów sprzed wieków. Sprzeciw wobec takiej interpretacji budzić mogą, zastosowane w części tekstu, formy czasu teraźniejszego. Sprzeczność ta znika, gdy przywołamy, dobrze znany z tradycji epickiej, praesens historicum, używany właśnie „w celu aktualizacji i unaocznienia [...] przebiegu” minionych wydarzeń. Widzimy więc, że dramat ten niejako ciąży ku epice. Przypadająca głównemu bohaterowi funkcja quasi-narratora, zbliża Rekonstrukcję poety do formy opowiadania lub monodramu.


WIELORODZAJOWOŚĆ

Prócz elementów dramatu i epiki, niebagatelną rolę odgrywa w omawianym tekście liryka. Pełni bowiem funkcję spoiwa; pozwala na połączenie wszystkich rodzajów literackich w harmonijną całość. Decyduje ona o semantycznej organizacji tekstu. Jest obecna nie tylko poprzez zawarte w wypowiedziach Homera wiersze, ale także w partiach prozatorskich. Monologi głosu wiodącego są niezwykle zrytmizowane, operują metaforą, symbolem oraz innymi środkami należącymi do świata poezji. Funkcjonujące na granicy liryki i prozy, są jednocześnie wypowiedziami wpisanymi w strukturę dramatu. Jest więc Rekonstrukcja poety oryginalną syntezą trzech rodzajów wypowiedzi literackiej, które w jej obrębie znakomicie współgrają.

Owa wielorodzajowość ma dwa, ważne dla interpretacji, aspekty. Po pierwsze, jak twierdzi Jacek Kopciński, jest ona swego rodzaju ukłonem w stronę epiki homeryckiej, pisanej wierszem i nie stroniącej od obszernych partii dialogowych. Po drugie, pozwala na myślenie o dziele Herberta nie tylko w kategoriach programu poetyckiego, ale także, dotyczącego wszelkiej twórczości literackiej, programu artystycznego, w którym tradycja, również antyczna, zajmuje ważne miejsce.


TEJREZJASZ, EDYP, HOMER

Inspiracji do napisania Rekonstrukcji poety dostarczyła niewątpliwie literatura starożytnej Grecji. Z niej to bowiem zaczerpnął Zbigniew Herbert topos ślepego mędrca. Mitologiczne postacie ociemniałych wieszczów, obecne także w klasycznych tragediach, posłużyły za pierwowzór Homera. Znany z Antygony i Króla Edypa Sofoklesa oraz Bachantek Eurypidesa Tejrezjasz, choć pozbawiony wzroku, miał dar jasnowidzenia i znał tajemnice bogów. Jego skierowane do wewnątrz oczy, były znakiem prawdziwego poznania mechanizmów rządzących światem. Dlatego właśnie Edyp, dowiedziawszy się okrutnej prawdy o swym pochodzeniu i kazirodczym związku z własną matką, wykuł sobie oczy i stał się podobny do Tejrezjasza – oślepł, gdy stary mędrzec otworzył mu oczy.

Ten paradoks znamionuje również drogę ku prawdzie, jaką przebywa w omawianym przeze mnie słuchowisku Homer. Poznajemy go jako czterdziestopięcioletniego mieszkańca Miletu, byłego marynarza, który zmuszony został do porzucenia swojego fachu na skutek nieszczęśliwego wypadku, który spowodował częściową utratę wzroku. Wtedy właśnie zaczął tworzyć i zyskał przychylność publiczności. Niedowidzący artysta, zaprowadzony na rynek przez syna, daje koncert, podczas którego ślepnie całkowicie. Przerażony przerywa występ i prosi Elpenora, by zaprowadził go do domu. W drodze powrotnej Homer łudzi się jeszcze, że to tylko chwilowa niedyspozycja. U kresu wędrówki przekonuje się jednak, iż nie odzyska już wzroku.


POEZJA KRZYKU

Zdarzenie na rynku okazało się momentem przełomowym; zadecydowało o zmianie dotychczasowego trybu życia poety i zakończyło pierwszy etap twórczości. Dotąd Homer nazywał poezję krzykiem. Krzykiem, który miał być sposobem na pokonanie strachu. Swoje występy traktował jako walkę z owym strachem, który wdarł się do jego duszy, gdy oczy odmówiły posłuszeństwa. Będąc człowiekiem niedowidzącym, zmuszonym do wysilenia innych niż wzrok zmysłów, zaczął swoją uwagę koncentrować na otaczających go dźwiękach. Słuch stał się podstawowym narzędziem, pozwalającym na czerpanie wiadomości o świecie.

Ten sposób oglądania świata zaowocował nowym rodzajem poezji. Homer z pogardą wypowiada się o dokonaniach swoich poprzedników, dla których „epopeja to była równina”. Sam traktuje epos jak „górę, ciężką materię, która się dźwiga z ziemi do nieba i sięga bogów”. Mówi o sobie, iż odkrył „ludzką potrzebę krzyku”, krytykując jednocześnie poezję, w której, by opanować uczucia, opanowuje się głos.

Jego bunt wobec dotychczas obowiązujących reguł, ma swą przyczynę właśnie w odmiennej percepcji rzeczywistości. Poprzednicy Homera skoncentrowani byli na wzroku, który pozwala oglądać przedmioty z daleka, tworzy dystans pomiędzy patrzącym a światem. Dystans ten był w ich poezji obecny w chłodnej, wręcz monotonnej narracji; w owym opanowanym głosie. Dlatego twórczość ta mogła przywodzić na myśl płaską równinę.

Skupienie uwagi na słuchu powoduje, że dystans znika. Słuchając, wpuszczamy niejako w siebie otaczające nas dźwięki. Przestajemy być „na zewnątrz” świata. Tak właśnie odbiera rzeczywistość Homer. Dlatego głos jest tak ważny w jego epopei. Urasta do krzyku, który pnie się w górę, ku bogom. To właśnie bogów chce poruszyć swym krzykiem poeta, bo oni są sprawcami jego losu, przyczyną strachu. Ich niesprawiedliwe wyroki uczyniły z niego pół-ślepca.


POEZJA CISZY

Homer postanawia wyjaśnić nam, jak doszło do tak olbrzymiej zmiany w jego poezji. Opowiada o pielgrzymce na wyspę Milo, w którą wyruszył „na trzeci dzień po wypadku na rynku”. Kiedy dotarł do świątyni Zeusa Cudotwórcy, wykrzyczał swoją prośbę. Nie było w niej pokory, było poczucie wielkiej krzywdy: „Homer domaga się zwrotu oczu!”. Artysta nie został jednak wysłuchany. W nocy ponownie udał się do świątyni, by powtórzyć prośbę. Tu poeta krzyknął po raz ostatni. I tym razem nie dało to oczekiwanego skutku. Wszedł na ołtarz i dotknął twarzy boga, tak jak przedtem dotykał swojej. Badając oblicze Zeusa, przekonał się, iż bóg jest tak samo ślepy jak on, a boskie usta są zamknięte.

To właśnie osobisty kontakt z bogiem spowodował tak wielką przemianę w pisarstwie Homera. Odkrycie podobieństwa między sobą a bogiem, pozwoliło na pogodzenie się z własnym losem i pozbycie się strachu. Poeta zrozumiał, że pozbawiony wzroku, lecz z pokorą przyjmujący wyroki fortuny, staje się bliższy bogom. Odkrycie tej prawdy nie byłoby możliwe, gdyby nadal widział. Konieczna była zmiana perspektywy. Dzięki temu odkryciu, Homer przestał się bać – więc nie musiał już krzyczeć. Zrozumiał, że kontakt z bogiem jest możliwy jedynie poprzez milczenie, kontemplację, o czym świadczy przywołana przez twórcę oda. Zamknięte usta Zeusa są znakiem ciszy, która stała się największą wartością w nowej poezji greckiego artysty.


DOTYKANIE PRAWDY

Homer odkrywa prawdę o bogu poprzez dotyk. Przykłada dłoń do twarzy Zeusa, aby poznać tożsamość boga; aby uzyskać odpowiedź na pytanie jaki jest ów Cudotwórca. Jako człowiek ślepy, prócz słuchu, ma do dyspozycji dotyk, który jest najbardziej intymnym ze zmysłów. Przekazuje bowiem informacje o tym minimalnym fragmencie świata, który możemy poczuć kładąc rękę, stawiając stopę... I choć nie zdobędziemy dzięki niemu wiedzy o całej otaczającej nas rzeczywistości, nasze doświadczenie będzie prawdziwe, bo niezafałszowane dystansem do owej rzeczywistości.

Proces ślepnięcia jest w Rekonstrukcji poety figurą symboliczną, przedstawiającą, paradoksalnie, proces dochodzenia do prawdy. Dotyk interpretowany jest tutaj jako zmysł dający wiedzę pewną, bo pochodzącą z własnego, indywidualnego doświadczenia. Takie właśnie są wiersze, które w usta Homera włożył autor. Użyczył ich niejako swojej postaci. Są one przecież częścią wielkiej twórczości poetyckiej samego Herberta. Funkcjonują w niej osobno(Kamyk, Tamaryszek, Próbę opisu możemy znaleźć w tomiku Studium przedmiotu). Nie mamy więc wątpliwości, że twórca Pana Cogito identyfikuje się z bohaterem, którego stworzył. Identyfikacja ta dotyczy przede wszystkim sposobu rozumienia i uprawiania poezji. Dlatego Rekonstrukcja poety jest skarbnicą wiedzy na temat programu artystycznego Herberta. Przedstawiona w niej historia Homera stanowi niesłuchanie ważny, poetycki komentarz do całej twórczości Księcia Poetów.


WNIOSKI

Przedstawione wyżej obserwacje wskazują na kilka elementów owego programu artystycznego. Wiemy już, że forma słuchowiska służy podkreśleniu mowy jako pierwotnej i najwłaściwszej przestrzeni istnienia literatury, a co za tym idzie dowartościowaniu żywego kontaktu autora z odbiorcą. Wspomniałem również o tradycji. W twórczości Herberta jest ona obecna niemal stale, przede wszystkim jako składnik niezbędny do odpowiedzialnego, aktywnego uczestnictwa w kulturze. Dialog z tradycją podjął Herbert również w Rekonstrukcji poety już choćby przez uczynienie jej bohaterem Homera. Także forma tego dramatu przywodzić może na myśl starożytną epikę. Topos ślepego mędrca ma również rodowód antyczny. Tak o tradycji wypowiada się autor w tekście zatytułowanym Rozmowa o pisaniu wierszy:

Wydaje mi się rzeczą absolutnie niezbędną dla każdego twórcy, aby starał się wypracować swój aktywny stosunek do tradycji, możliwie do całej tradycji, a nie do tylko jednego pokolenia, co często czynią młodzi poeci, którzy z lubością pokazują język swoim poprzednikom, zapominając o Homerze, Ajschylosie, Horacym, Dantem i Szekspirze.

Jednak w omawianym tu dramacie, prócz elementów odwołujących się do tradycji, dużą rolę odgrywają partie stojące, wydawałoby się, na przeciwnym biegunie. Część słuchowiska, podobnie jak część twórczości poetyckiej, poświęca Herbert rzeczom (kamyk, tamaryszek, palec). Nie są one jedynie dodatkiem, błachą igraszką. Rekonstrukcja poety pokazuje, że są tak samo ważne, jeśli nie ważniejsze od wielkich tropów kultury. Homer piszący o Achillesie i o Troi, po wizycie w świątyni Zeusa, zaczyna pisać właśnie o tym, co małe. Owa zmiana skali nie czyni z niego mniejszego poety. Przeciwnie – pozwala mu na odpowiedzialny, bo płynący z prawdziwego doświadczenia opis rzeczywistości. O poważnym stosunku poety do świata rzeczy niech świadczą fragmenty z cytowanego już wyżej tekstu:

Przeżyłem, jeśli nie osobiście, to na pewno jako świadek, niejedną kompromitację ideologii, załamanie się sztucznie stworzonego obrazu rzeczywistości, kapitulację wiary wobec faktów. I wtedy domena rzeczy, domena przyrody wydawała mi się punktem oparcia, a także punktem wyjścia umożliwiającym stworzenie takiego obrazu świata, który byłby zgodny z naszym doświadczeniem. Po odejściu fałszywych proroków, rzeczy, aby tak rzec, ukazywały swoją twarz niewinną, nieskalaną kłamstwem.

W programie artystycznym Herberta nie mogło zabraknąć miejsca na kwestie dotyczące etyki pisarskiej. Podobnie jak w Przesłaniu Pana Cogito, wartości takie jak odpowiedzialność i świadczenie prawdzie stają w centrum „rekonstruowanego” obrazu poety. Poznawanie świata przez dotyk jest w omawianym tu dramacie metaforą prawdziwego doświadczenia, prawdziwego poznania rzeczywistości. Po stronie twórczości wypływającej właśnie z głębokiego i niezafałszowanego kontaktu z otaczającym nas światem opowiada się Herbert. Tak właśnie rozumiana jest przez niego odpowiedzialność za słowo. Artysta musi również umieć ponosić konsekwencję swoich artystycznych wyborów; musi być wierny sobie. Dlatego Homer postanawia zostać na wyspie Milo, bo wie, że ten nowy sposób patrzenia na świat nie da się pogodzić ze wcześniejszym życiem. Sam Herbert o powinnościach poety mówi:

Sferą działalności poety, jeśli ma on poważny stosunek do swojej pracy, nie jest współczesność, przez którą rozumiem aktualny stan wiedzy społeczno-politycznej i naukowej – ale rzeczywistość, uparty dialog człowieka z otaczającą go rzeczywistością konkretną, z tym stołkiem, z tym bliźnim, z tą porą dnia, kultywowanie zanikającej umiejętności kontemplacji.

A przede wszystkim – budowanie wartości, budowanie tablic wartości, ustalanie ich hierarchii, to znaczy świadomy, moralny ich wybór z wszystkimi życiowymi i artystycznymi konsekwencjami, jakie z tym są związane – to wydaje mi się podstawową i najważniejszą funkcją kultury.

Warunkiem koniecznym do spełnienia przedstawionej nam przez Herberta wizji poety jest cisza. Cisza rozumiana przede wszystkim jako pokora wobec świata i ludzi, wobec własnych możliwości poznawczych. Jest to również postulat tworzenia bezinteresownego, nie szukania poklasku, miłości tłumów. To właśnie umiejętność pozostawania w cieniu, bez narzucania się. Kategoria ciszy podkreśla też wagę słów, potrzebę mówienia rzeczy ważnych, a milczenia o błahostkach. Takiego właśnie poetę chciał zrekonstruować Herbert. Taką poezję chciał wskrzesić.

Między krzykiem narodzin
a krzykiem śmierci
obserwujcie swoje paznokcie
zachód słońca
ogon ryby
a tego co zobaczycie nie wynoście na rynek
nie sprzedawajcie po cenach okazyjnych
nie krzyczcie
bogowie tak jak zakochani
lubią ogromne milczenie
między wrzaskiem początku
a wrzaskiem końca
bądźcie jak nie dotknięta lira
która nie ma głosu
ma wszystkie


*

Domysły na temat Barabasza

Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie
Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę
mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo
zakręcić się w kółko zapiać radośnie jak kogut
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu

Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie
Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem
tak jak inni uwolnij Barabasza Barabasza
Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało

A Barabasz być może wrócił do swej bandy
W górach zabija szybko rabuje rzetelnie
Albo założył warsztat garncarski
I ręce skalane zbrodnią
czyści w glinie stworzenia
Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem
właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian
lub - czego nie można wykluczyć -
stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian

Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu
o możliwości potencje o uśmiechy fortuny

A Nazareńczyk
został sam
bez alternatywy
ze stromą
ścieżką
krwi


W tym wierszu daje się zauważyć podwójne przeciwstawienie: podmiotu lirycznego i tłumu oraz Jezusa i Barabasza. Spojrzmy na drugą strofę. Z jednej strony stoi tłum, nakreślony jako pewien monolit, ignorujący jednostkę i jej WYBORY. Z drugiej strony pojedynczy człowiek niemal juz wtopiony w tlum, prawie niezdolny do podjęcia samodzielnej decyzji, własnego WYBORU; na tyle jednak świadomy aby zdać sobie sprawę ze swojej biernosci. Ten tłum przypomina trochę obraz nakreślony w Psychologii tłumu Le Bona: bezgłowa masa, z którą podmiot liryczny się nie identyfikuje, ale która faktycznie odebrała mu już część WOLNOŚCI. Coś na kształt wyrzutu sumienia każe mu wypowiedzieś usprawiedliwienie:


(...)
gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało
(...)

Druga opozycja, bardziej czytelna, to przeciwstawienie Barabasza i Jezusa. Barabasz jest WOLNY. Wymienione możliwosci jego dalszych losów pozwalają przypuszczać, że jego życie nie jest z góry zaplanowane i zalezy tylko od niego. Herbert wyraza tę mysl explicite:


(...)
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu
(...)

Dlaczego Wielkorządca i Imperator? Czy słowa te w odniesieniu do zwykłego człowieka nie są nadużyciem wyższego rejestru wyrazów zarezerwowanych dla władcow narodów i świata? Otóż taka operacja Herberta zwraca mocniej naszą uwagę na to, ze nie wszystkim dana jest taka imperatorska WŁADZA nad własną głową i oddechem. Jezus przy Barabaszu wygląda jak skazaniec i jest nim w rzeczywistości. Jest przedstawiony jako człowiek w sytuacji bez wyjścia:


(...)
został sam
bez alternatywy
ze stromą
scieżką
krwi

Tutaj pojawia się - moim zdaniem - najważniejsze pytanie. Jest to pytanie o WOLNOŚĆ i o to jak z niej umiemy korzystać. Ludzie w masie sa słabymi tchórzliwymi stworzeniami, które nie mogą ani znieść wolności, ani sprostać prawdzie (...) - to cytat z Roku 1984, a byłaby to przecież też klasyczna odpowiedź Wielkiego Inkwizytora z Braci Karamazow.

Korzystanie z WOLNOŚCI jest trudne, a ten, kto się tego nauczy i podejmie, raczej odczuje krzywdę niż nagrodę. To stały motyw u Herberta: a nagrodzą cię za to tym co mają pod reka .... Jest to bardzo trudne - tym trudniejsze, że wszyscy w pewien sposób jesteśmy unurzani w łatwych kompromisach i mówiący poprzez podmiot liryczny Herbert też przyznaje: w pewien sposób brałem udział w sprawie (...). W wierszu nie ma bezpośredniej odpowiedzi czy mamy naśladując Jezusa podążać samotnie stromą ścieżką krwi czy żyć nie dookreślonym życiem Barabasza, ktory może równie dobrze wrócić do zbrodni jak i stać się garncarzem. A może jest jeszcze inna możliwość?



*

Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź


Pochodzący z 1974 roku wiersz Przesłanie Pana Cogito kończy tomik Pan Cogito i zgodnie ze swoim tytułem jest przesłaniem wieńczącym cały cykl. Analizując ten wiersz należy przede wszystkim zauważyć jego łączność z przedstawioną w innych wierszach ideą godnego postępowania w warunkach totalitarnego zniewolenia. Wierszem poprzedzającym Przesłanie Pana Cogito w tomiku jest utwór Pan Cogito o postawie wyprostowanej. Takie zestawienia nie są nigdy u Herberta przypadkowe. Poeta podkreśla wagę chwili, która wymaga wyboru. Właściwa jest tylko jedna droga - dochowanie wierności własnym ideałom, zachowanie wspomnianej postawy wyprostowanej. Dlatego nie znajdziemy w wierszu oznak wahania. Przesłanie... napisane jest w trybie rozkazującym: idź, bądź odważny, strzeż się, czuwaj! Te słowa brzmią jak rozkaz dowódcy przed decydującą bitwą. W istocie, Herbert wzywa do walki i ma świadomość nieuchronności starcia.

Przesłanie Pana Cogito zawiera prawdy, które poeta uznał za najważniejsze dla tych, którzy nie chcą się poddać niedemokratycznej władzy. Nie przeciera jednak nowego szlaku - tą drogą poszło już wielu. Czeka na nich złote runo nicości. Ten oksymoron zwraca uwagę czytelnika na pozorną nielogiczność walki. Ale już w kolejnym wersie, jakby nie zważając na poprzednie słowa, podmiot liryczny nakazuje marsz. Słowa: ocalałeś nie po to aby żyć przypominają myśl navigare necesse est, vivare non est necesse. Ważne jest działanie. Wymaga ono odwagi i czujności. Podmiot liryczny wiersza nawołuje do walki, aczkolwiek nie daje adresatowi tych słów żadnej nadziei na zwycięstwo. Wiersz kończy się opisem nagrody, która czeka idącego za radą Pana Cogito:

(...)
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

(...)

Wybór stojący przed czytelnikiem jest jasny. Herbert nie chce oszukiwać odbiorcy wobec faktów. Jeśli chce iść za nim - musi wiedzieć, że jest to droga trudna. Jeśli nie chce - zostanie jednym z tych co na kolanach.

Wiedząc o sile i bezwzględności przeciwnika, poeta nie odwołuje się w Przesłaniu... do zasad Ewangelii. Wręcz przeciwnie, zabrania litości wobec słabych. Obrońców Prawdy odróżnia od innych siła moralna. Może być ona powodem odczuwania swojej wyższości, choć w wierszu znajdujemy też słowa wskazujące, że powołani do walki powinni strzec się niepotrzebnej dumy; są przecież od nich lepsi. Nurt ten został rozwinięty w zamieszczonym w tomiku Raport z oblężonego Miasta wierszu Potęga smaku, w którym Zbigniew Herbert pomniejsza konieczną do sprzeciwienia się systemowi odwagę pisząc, że dla zrozumienia prawdy wystarczy tylko dobry smak. Potęga smaku to wiersz późniejszy, reprezentuje inne spojrzenie. W połowie lat siedemdziesiątych, gdy Herbert pisał Przesłanie... dominował nastrój bojowy.

Wiersz jest przykładem zwięzłej wypowiedzi zawierającej wiele treści, tak charakterystycznej dla twórczości Herberta. Krótkie, najczęściej dwu- lub trójwersowe strofy pokrywają się z kolejnymi nakazami i radami składającymi się na swoisty testament Pana Cogito. Podobnie jak niemal wszystkie utwory Herberta Przesłanie... jest wierszem białym. Poeta usunął z tekstu większość znaków interpunkcyjnych. Upersonifikował pojęcia Pogardy i Gniewu (pisane z wielkich liter). Pojawiają się częste przeciwstawienia ludzkiego wysiłku i braku efektu pracy. Dla lepszego zilustrowania swej myśli poeta przywołuje obraz Izraelitów idących przez pustynię i ginących w drodze. Przeznaczone adresatowi wiersza zadanie wyjaśniają postacie, które podmiot liryczny stawia odbiorcy za najwyższy autorytet. Są to: Gilgamesz - półlegendarny władca miasta Uruk, Hektor - antyczny bohater znany z Illiady i Roland - średniowieczny wzór rycerza. Znaleźć się pośród nich oznacza być niezłomnym w służbie Prawdy. Słowa pożegnania: Bądź wierny Idź brzmią jak wielkie zobowiązanie. Obyśmy mieli siłę je wypełnić.



*

Pani Profesor Izydorze Dąmbskiej
Potęga smaku

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i cząstki sumienia

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy

dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie

Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa


Odczytanie podstawowej płaszczyzny wiersza Potęga smaku nie nastręcza większej trudności. Posługująca się niezbyt finezyjnym zestawem środków komunistyczna władza wywołuje sprzeciw dzisiejszego Arbitra elegantiae. Komunizm jest dla Herberta po prostu niesmaczny. Nie pisze: zbrodniczy, okrutny, nieludzki, ale właśnie: niesmaczny. Sens tych słów jest głębszy ponieważ dotyka osobistych wyborów poety. Wiersz Potęga smaku przedstawia powody, dla których Zbigniew Herbert na długie lata wycofał się z życia kulturalnego Polski. Według tego wiersza mają to być powody natury raczej estetycznej niż moralnej.

W zakończeniu wiersza:


(...)
wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa


Stanisław Barańczak odszukuje ironiczny komentarz do zdania Marka Aureliusza: Do rzeczy, z którymi jesteś losem sprzężony, staraj się dostosować. Tragiczny rozdźwięk między pojęciami moralnego zwycięstwa i fizycznego przetrwania podkreśla trudność wyboru. Nie można jednak zgodzić się na kompromis stawiając na szali własną godność. I chociaż ... tylko sny nasze nie zostały upokorzone (Raport z oblężonego Miasta), to największym upokorzeniem byłoby poddać się przed tymi, którzy mając fizyczną przewagę jednocześnie budzą swoją małością nie strach, ale właśnie żal, politowanie i niesmak.



*

Modlitwa Pana Cogito - podróżnika

Panie
dziękuję Ci że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny

a także za to że pozwoliłeś mi w niewysłowionej dobroci
Twojej być w miejscach które nie były miejscami mojej
codziennej udręki


- że nocą w Tarquinii leżałem na placu przy studni i spiż
rozkołysany obwieszczał z wieży Twój gniew lub wybacze-
nie

a mały osioł na wyspie Korkyra śpiewał mi ze swoich
niepojętych miechów płuc melancholię krajobrazu

i w brzydkim mieście Manchester odkryłem ludzi dobrych
i rozumnych

natura powtarzała swoje mądre tautologie: las był lasem
morze morzem skała skałą

gwiazdy krążyły i było jak być powinno - Iovis omnia plena


- wybacz - że myślałem tylko o sobie gdy życie innych
okrutnie nieodwracalne krążyło wokół mnie jak wielki
astrologiczny zegar u świętego Piotra w Beauvais

że byłem leniwy roztargniony zbyt ostrożny w labiryntach
i grotach

a także wybacz że nie walczyłem jak lord Byron o szczęście
ludów podbitych i oglądałem tylko wschody księżyca
i muzea


- dziękuję Ci że dzieła stworzone ku chwale Twojej udzieliły
mi cząstki swojej tajemnicy i w wielkiej zarozumiałości
pomyślałem że Ducio van Eyck Bellini malowali także dla
mnie

a także Akropol którego nigdy nie zrozumiałem do końca
cierpliwie odrywał przede mną okaleczone ciało


- proszę Cię żebyś wynagrodził siwego staruszka który nie
proszony przyniósł mi owoce ze swego ogrodu na spalonej
słońcem ojczystej wyspie syna Laertesa

a także Miss Helen z mglistej wysepki Mull na Hebrydach
za to że przyjęła mnie po grecku i prosiła żeby w nocy
zostawić w oknie wychodzącym na Holy Iona
zapaloną lampę aby światła ziemi pozdrawiały się

a także tych wszystkich którzy wskazywali mi drogę
i mówili kato kyrie kato

i żebyś miał w swej opiece Mamę ze Spoleto Spi-
ridiona z Paxos dobrego studenta z Berlina który wybawił
mnie z opresji a potem nieoczekiwanie spotkany w Arizonie
wiózł mnie do Wielkiego Kanionu który jest jak sto tysięcy
katedr zwróconych glową w dół


- pozwól o Panie abym nie myślał o moich wodnistookich
szarych niemądrych prześladowcach kiedy słońce schodzi
w Morze Jońskie prawdziwie nieopisane

żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia

a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła


dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny


a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze
i bez wybaczenia


Stanowiące kompozycyjną klamrę wiersza słowa: dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny wyrażają prosty zachwyt Herberta dla świata. Zachwyt erudyty, który jednak przez całe życie nie przestaje się dziwić. Zbigniew Herbert wielokrotnie podróżował po Europie i po świecie. Tym większą miał świadomość zasadniczych różnic między życiem w Polsce lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych a życiem na Zachodzie. Jednak w Modlitwie..., podobnie jak i w innych wierszach zresztą, znajdujemy raczej słowa zachwytu dla dawnych twórców aniżeli dla współczesności wolnego świata. Herbert chętnie nawiązywał kontakty z ludźmi nauki i kultury innych krajów, spacerował po miastach, zwiedzał zabytki, nigdy jednak nie wyobrażał sobie życia na emigracji.

Obszerne relacje z podróży do Francji i Włoch umieścił w zbiorze esejów Barbarzyńca w ogrodzie opublikowanym w 1962. Z zamieszczonego w tym zbiorze szkicu Lascaux napisanego po zwiedzeniu groty, w której zachowały się liczące ponad piętnaście tysięcy lat malowidła naścienne, chciałbym przytoczyć fragment, doskonale współgrający z atmosferą wiersza:


Wracałem z Lascaux tą samą drogą, jaką przybyłem. Mimo że spojrzałem, jak to się mówi, w przepaść historii, nie miałem wcale uczucia, że wracam z innego świata. Nigdy jeszcze nie utwierdziłem się mocniej w kojącej pewności: jestem obywatelem Ziemi, dziedzicem nie tylko Greków i Rzymian, ale prawie nieskończoności.

To jest właśnie ludzka duma i wyzwanie rzucone obszarom nieba, przestrzeni i czasu. "Biedne ciała, które mijacie bez śladu, niech ludzkość będzie dla was nicością; słabe ręce wydobywają z ziemi noszącej ślady oriniackiej półbestii i ślady zagłady królestw - obrazy, które budząc obojętność czy zrozumienie, jednako świadczą o waszej godności. Żadna wielkość nie da się oddzielić od tego, co ją podtrzymuje. Reszta to uległe stwory i bezrozumne owady".

Droga była otwarta ku świątyniom greckim i gotyckim witrażom. Szedłem ku nim czując w dłoni ciepły dotyk malarza z Lascaux.


Świadomość obcowania z prawie nieskończonością poprzez kontakt z cudami natury lub dziełami człowieka jest nieodłączną częścią twórczości Herberta i źródłem wielu historycznych nawiązań w jego utworach. Są to nie tylko - jak się niekiedy błędnie generalizuje - nawiązania antyczne. Modlitwa Pana Cogito - podróżnika to słowa dziękczynienia a zarazem wyraz tej pewności, którą odnajdujemy w powyższym fragmencie eseju. Pewności, że obserwując z odrobiną pokory otaczający nas świat bliżsi będziemy temu, czego pragnie dla siebie liryczny podmiot wiersza, a o czym może dla siebie pragnął i sam Herbert pisząc:

(...)
żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła

(...)


*

Wit Stwosz: Uśnięcie NMP

Jak namioty przed burzą marszczą się złote opończe
przybór gorącej purpury odsłania piersi i stopy
cedrowi apostołowie unoszą ogromne głowy
nad wysokoscią zawisa broda ciemna jak topór

Kwitną snycerskie palce. Cud się dłoniom wymyka
więc kładą je na powietrzu - powietrze się burzy jak struny
Gwiazdy się mącą na niebie z gwiazd jest także muzyka
lecz nie dosięga ziemi i trwa wysoko jak luna.

A Panna Maria usypia. Idzie na dno zdziwienia
trzymają ją w wątłej siatce umiłowane oczy
upada coraz wyżej jak strumień przez palce przenika
a oni schylają się z trudem nad wstępującym obłokiem


DZIEŁO

Dzieło sztuki żyje jedynie dzięki
oczom tych, którzy nań patrzą.
Joanna Guze
"Na tropach sztuki"

Czymże by było dzieło sztuki bez kontemplatorów podziwiających jego artyzm i kunszt? Czy może istnieć sztuka bez splendoru i zachwytu? Czy nie jest największą nagrodą, najwspanialszym zaszczytem uznanie? A czyż największym uznaniem nie jest uwiecznienie wywartego wrażenia poprzez zamknięcie go w słowa i tym samym uczynienie nieśmiertelnym?...

W roku 1944 w ucieczce przed wkraczającą Armią Czerwoną Zbigniew Herbert wyjechał do Krakowa. Tam też podjął studia na Akademii Sztuk Pięknych i, mimo iż wkrótce je przerwał, bez wątpienia codzienne obcowanie ze sztuką odcisnęło swe piętno na wrażliwości młodego poety. To podczas poszerzania swej wiedzy na temat sztuk plastycznych mógł zetknąć się Herbert z Ołtarzem Mariackim - późnogotyckim dziełem Wita Stwosza, ukończonym w 1489 roku. Możliwe jest jednak także, że do odwiedzin w Kościele Najświętszej Marii Panny skłoniła poetę chęć ujrzenia rzeźb mistrza. Herbert bowiem, sam artysta, nie potrafił przejść obojętnie wobec cudzego dzieła. Pokrewna dusza może bowiem krytykować albo podziwiać, ale nie ignoruje.

Herbert podziwiał.

O wielkim wrażeniu jakie wywarł na lwowskim poecie Ołtarz Mariacki świadczy ukazanie się w prawie pół wieku później, w 1990 roku w tomiku "Elegia na odejście", wiersza poświęconemu dziełu Stwosza. Tytuł wiersza jest prosty, jednoznaczny, kojarzy się z podpisem pod eksponatem muzealnym, nie ma bowiem żadnego zabarwienia emocjonalnego. "Wit Stwosz: Uśnięcie NMP" przypomina bardziej informację, pod wpływem jakiego dzieła powstał utwór, niż zapowiedź lirycznego wyznania artysty urzeczonego efektem pracy innego artysty.


URZECZENIE

Prawdziwym celem sztuki winno być
ukazanie dzieła, a ukrycie twórcy.
Oscar Wilde

Średniowieczni artyści tworzyli na chwałę Pana. Nazwiska wielu z nich pozostaną na zawsze nieznane. Sygnaturą bywał kunszt dzieła, artyzm wykonania, geniusz detalu. Poeci, malarze, rzeźbiarze czy architekci wystrzegali się jednak eksponowania siebie, starali się pozostać anonimowi. Dzieło miało przemawiać, nie zaś imię. Choć w dobie późnego gotyku, czyli w okresie, kiedy tworzył Stwosz, coraz częściej zdarzało się słyszeć o autorach, to okres, w którym wartość dzieła będzie mierzyć się nazwiskiem wykonawcy, przypada na wieki późniejsze.

Do tej cechy charakterystycznej sztuce średniowiecznej nawiązał też Zbigniew Herbert w swym wierszu "Wit Stwosz: Uśnięcie NMP". Znamienne bowiem, że w całym wierszu nie ma ani jednego momentu, w którym ujawniłby się jako kontempla-tor Ołtarza. Ani razu nie pada słowo "ja", ani razu też nie zostają bezpośrednio wyrażone uczucia zachwytu czy podziwu. Podmiot liryczny zdaje się nie istnieć - dzieło przemawia samo głosem swej doskonałości. Herbert jest tylko pośrednikiem, uwiecznia wielkość i kunszt Stwosza dla potomnych, przyjmuje zatem postawę obserwatora, widza. Jest biernym świadkiem zdarzenia. Najważniejsze staje się oddziaływanie Ołtarza Mariackiego, nie zaś uczucia, jakie to oddziaływanie wywołuje.

Urzeczony ekspresją rzeźb Herbert zwraca uwagę na najdrobniejsze szczegóły sztuki snycerskiej. Dostrzega więc staranne i wierne oddanie ułożenia szat. Ich fałdy porównuje do rozpostartych i pomarszczonych podczas burzy namiotów. Podziwia dokładność, z jaką mistrz średniowieczny wyrzeźbił apostolską brodę. Oczarowany kontempluje tło, jakim jest niebo rozświetlone gwiazdami i blaskiem księżyca. Ważnym dla Herberta elementem dopełniającym dzieło i wywołującym na nim duże wrażenie jest barwa. Nasycenie kolorów, które charakteryzuje warsztat Stwosza, wykorzystuje też XX-wieczny poeta. Są więc w jego wierszu: "złote opończe" i "gorąca purpura", a broda zaś jest "ciemna jak topór". Choć Herbert zdaje się nie zwracać uwagi na błękit tła, to jednak domyślić się go można w słowach:

"...Cud się dłoniom wymyka
więc kładą je w powietrzu..."
Jak bowiem można wyrazić w sztuce plastycznej istnienie powietrza jeśli nie kolorem?...

Poeta nie poprzestaje jedynie na zachwycie nad techniką Stwosza, którą najlepiej wyrażają słowa: "kwitną snycerskie palce". Znajduje się także pod silnym działaniem walorów estetycznych dzieła - stąd jego podziw dla ekspresji tak doskonale ujętej przez średniowiecznego mistrza. Poprzez poetycki opis Ołtarz zaczyna nabierać realnych kształtów nawet dla kogoś, komu nie było dane odwiedzić Bazyliki Mariackiej. Ruch, tak wspaniale uchwycony w późnogotyckim dziele, podkreślają słowa Herberta: "marszczą się złote opończe", "odsłania piersi i stopy", "unoszą ogromne głowy", "powietrze się burzy jak struny", "idzie na dno zdziwienia", "nad wstępującym obłokiem". Poecie roztacza przed odbiorcą monumentalność Ołtarza w słowach:

"cedrowi apostołowie unoszą ogromne głowy"
a także:

"Gwiazdy się mącą na niebie z gwiazd jest także muzyka
lecz nie dosięga ziemi i trwa wysoko jak luna"

Owo wrażenie ogromu komponuje się także z theatrum Ołtarza, jakim jest właśnie Zaśnięcie Marii Panny poprzedzające jej wniebowzięcie. Także ujęcie tego tematu przez Stwosza było dla Herberta pretekstem do rozmyślań. Znów jednak oparł on swe refleksje na dokładnych studiach nad wizją rzeźbiarską. Poeta dostrzega więc uwieczniony przez średniowiecznego artystę gest podtrzymywania przez apostoła Marii: "trzymają ją w wątłej siatce". Wyraz jej twarzy jest dla niego grymasem "zdziwienia". Zapadanie w sen natomiast "upadaniem coraz wyżej". Owo uwznioślenie, przed którym nastąpić musi upadek, stanowi odniesienie do innej części Ołtarza - Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Stąd też możliwe jest współistnienie dwóch pozornie sprzecznych zdarzeń: apostołowie mogą "schylać się z trudem nad wstępującym obłokiem".


SYMBOLIKA

Kolejny pogromco prawdy
i słów które się
za nią kryją
nie wydzieraj mi wiary
Lothar Herbst

"Wit Stwosz: Uśnięcie NMP" to wiersz, który stanowi nie tylko dialog ze sztuką średniowieczną. Jest to dialog także z kulturą judeochrześcijańską. Podejmuje go Herbert, odwołując się do symboli i alegorii zaczerpniętych wprost ze średniowiecznej kultury. Poeta nazwał więc apostołów "cedrowymi apostołami", mimo iż Wit Stwosz wykonał Ołtarz z drewna lipowego. Aby zrozumieć głębsze znaczenie wyboru akurat tego drzewa, trzeba cofnąć się kilkaset lat wstecz. W tradycji wczesnośredniowiecznej cedr stanowił bowiem symbol czystości i piękna, delikatności i dostojeństwa. Atrybuty te przypisać można apostołom, wybranym wszakże wśród tysięcy przez Chrystusa. Od wieków już królewskość symbolizował także kolor złota i purpury - barwy, które tak ważną rolę odgrywają w oby dziełach - malarskim i snycer-skim.

Ogrom, boskość, niezmienność wyraża także trwająca na niebie "luna" - księżyc. Jej "trwanie" oznaczać może wieczność i wszechobecność. Jej "niedosięganie ziemi" � nadnaturalną moc. Zdaje się ona spoglądać na dół, rozświetlać mroki nocy boskim światłem i stanowić swym spokojem przeciwwagę dla porozrzucanych w nie-ładzie po niebie gwiazd. Ich nieuporządkowanie przywodzi na myśl człowiecze losy, nad którymi góruje widzący wszystko Boski Majestat.

Kolejnym symbolem jest samo uśnięcie Marii. Sen już bowiem w wierzeniach starożytnych określany był mianem "brata śmierci", symbolizował jednocześnie równowagę i spokój. Stanowi on swoistą ablucję duchową - wyzbycie się ziemskości, trosk przyziemnych i wędrówkę duszy uwolnionej od ciała. Sen jest więc przygotowaniem do aktu Wniebowzięcia - pomostem łączącym świat ziemski ze sferą niebiańską. Granice między tymi dwoma światami przekracza jedynie duch człowieka, cielesna część istnienia pozostaje na ziemi w pozycji leżącej. Dusza zaś symbolizowana w wierszu Herberta przez "wstępujący obłok" rozpoczyna podróż ku górze - do innego, nie człowieczego świata.


POWROTY

Po latach spędzonych poza domem przybywasz,
Niosąc ze sobą wspomnienia,
któreś przechował pod obcym niebem
Z dala od swej ziemi.
George Seferis

Herbert swym wierszem "Wit Stwosz: Uśnięcie NMP" złożył hołd średniowiecznemu mistrzowi. Znalazł się pod dużym wpływem i oddziaływaniem sugestywnej wizji Uśnięcia Marii. Do sztuki późnogotyckiej nawiązał zarówno w warstwie kompozycyjnej wiersza, jaki i w samym jego przesłaniu. Połączył prosty język z głębokimi przemyśleniami humanisty, kontemplację dzieła z dialogiem z tradycją chrześcijańską. Zachwycił się dziełem Stwosza.

Jednakże żeby powstać mógł Ołtarz Mariacki w takiej formie, w jakiej można go obecnie podziwiać w kościele krakowskim, sam Stwosz potrzebował natchnienia i wpływu innych artystów. Cechy monumentalnego realizmu zaczerpnął więc z twórczości Mikołaja z Lejdy. Jednocześnie w zakresie kompozycji plastycznej uległ bez wątpienia wpływom malarstwa niderlandzkiego z kręgu Rogera van der Weydena. Głębia uduchowienia i wizyjny nastrój dominują w Ołtarzu nad elementami realizmu. Monumentalność całości, sceniczna teatralność, realizm szczegółów anatomii połączył średniowieczny artysta z dramatyzmem akcji, dynamiką stylu ujęcia postaci i dekoracyjnością rzeźbiarską oraz malarską.

Ołtarz Mariacki jest najlepszym dowodem na to do jakiej perfekcji w swobodnie kompozycji pełnych ekspresyjnego ruchu scen doszedł mistrz, opierając się na do-świadczeniach innych twórców.

Dialog podjęty przez Herberta z dziełem Wita Stwosza jest więc pośrednio polemiką z większą ilością twórców średniowiecznych, otwiera wręcz dyskusję z dorobkiem całego okresu późnego gotyku. Świadczy o żywotności i odwiecznej aktualności sztuki. Potwierdza też tezę o niezmiennej od lat potrzebie powrotu do źródeł, konieczności dotarcia do korzeni, o wciąż nurtującej człowieka potrzebie odkrycia świata i sztuki na nowo. Wiersz "Wit Stwosz: Uśnięcie NMP" jest dowodem na potrzebę wzbogacania wrażliwości humanistycznej poprzez studia nad dziełami sztuki wcześniejszych epok. Herbert uczynił ze swego utworu jeszcze jeden pomost łączący kunszt plastyczny z magią słowa i kolejny element ponadczasowego dialogu między dziełami sztuki.



*

Domysły na temat Barabasza

Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie
Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę
mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo
zakręcić się w kółko zapiać radośnie jak kogut
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu

Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie
Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem
tak jak inni uwolnij Barabasza Barabasza
Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało

A Barabasz być może wrócił do swej bandy
W górach zabija szybko rabuje rzetelnie
Albo założył warsztat garncarski
I ręce skalane zbrodnią
czyści w glinie stworzenia
Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem
właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian
lub - czego nie można wykluczyć -
stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian

Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu
o możliwości potencje o uśmiechy fortuny

A Nazareńczyk
został sam
bez alternatywy
ze stromą
ścieżką
krwi


W tym wierszu daje się zauważyć podwójne przeciwstawienie: podmiotu lirycznego i tłumu oraz Jezusa i Barabasza. Spojrzmy na drugą strofę. Z jednej strony stoi tłum, nakreślony jako pewien monolit, ignorujący jednostkę i jej WYBORY. Z drugiej strony pojedynczy człowiek niemal juz wtopiony w tlum, prawie niezdolny do podjęcia samodzielnej decyzji, własnego WYBORU; na tyle jednak świadomy aby zdać sobie sprawę ze swojej biernosci. Ten tłum przypomina trochę obraz nakreślony w Psychologii tłumu Le Bona: bezgłowa masa, z którą podmiot liryczny się nie identyfikuje, ale która faktycznie odebrała mu już część WOLNOŚCI. Coś na kształt wyrzutu sumienia każe mu wypowiedzieś usprawiedliwienie:


(...)
gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało
(...)

Druga opozycja, bardziej czytelna, to przeciwstawienie Barabasza i Jezusa. Barabasz jest WOLNY. Wymienione możliwosci jego dalszych losów pozwalają przypuszczać, że jego życie nie jest z góry zaplanowane i zalezy tylko od niego. Herbert wyraza tę mysl explicite:


(...)
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu
(...)

Dlaczego Wielkorządca i Imperator? Czy słowa te w odniesieniu do zwykłego człowieka nie są nadużyciem wyższego rejestru wyrazów zarezerwowanych dla władcow narodów i świata? Otóż taka operacja Herberta zwraca mocniej naszą uwagę na to, ze nie wszystkim dana jest taka imperatorska WŁADZA nad własną głową i oddechem. Jezus przy Barabaszu wygląda jak skazaniec i jest nim w rzeczywistości. Jest przedstawiony jako człowiek w sytuacji bez wyjścia:


(...)
został sam
bez alternatywy
ze stromą
scieżką
krwi

Tutaj pojawia się - moim zdaniem - najważniejsze pytanie. Jest to pytanie o WOLNOŚĆ i o to jak z niej umiemy korzystać. Ludzie w masie sa słabymi tchórzliwymi stworzeniami, które nie mogą ani znieść wolności, ani sprostać prawdzie (...) - to cytat z Roku 1984, a byłaby to przecież też klasyczna odpowiedź Wielkiego Inkwizytora z Braci Karamazow.

Korzystanie z WOLNOŚCI jest trudne, a ten, kto się tego nauczy i podejmie, raczej odczuje krzywdę niż nagrodę. To stały motyw u Herberta: a nagrodzą cię za to tym co mają pod reka .... Jest to bardzo trudne - tym trudniejsze, że wszyscy w pewien sposób jesteśmy unurzani w łatwych kompromisach i mówiący poprzez podmiot liryczny Herbert też przyznaje: w pewien sposób brałem udział w sprawie (...). W wierszu nie ma bezpośredniej odpowiedzi czy mamy naśladując Jezusa podążać samotnie stromą ścieżką krwi czy żyć nie dookreślonym życiem Barabasza, ktory może równie dobrze wrócić do zbrodni jak i stać się garncarzem. A może jest jeszcze inna możliwość?



*

***


Na zakończenie chciałbym umieścić w tym krótkim zestawieniu fragment modlitwy Sokratesa z Jaskini filozofów Herberta - kilka zdań, które uważam za istotne.

IV. Dziękuję Ci za życie, które upłynęło tak, że nigdy nie zaparłem się trzeźwości. Nie wstydziłem się także zawrotów głowy, jakie zsyła pełna świadomość.

V. Nie głosiłem Twego imienia. Nie składałem Tobie ofiar. Nie zachęcałem uczniów do kultu, wiedząc, że jest Ci to doskonale obojętne. Chwaliłem Cię w koniunkcji i dysjunkcji, a także w małej świątyni zbudowanej z sylogizmów.

VI. Więc na koniec zwracam się do Ciebie, abyś mnie nie opuścił. Abym do końca czuł Twoją chłodną rękę na czole. I nieruchome oczy w moich oczach. I światłość.


________________________________________
Piotr Rykaczewski, Gdynia-Karlsruhe, 1996-2005


Teksty omówionych wierszy, jak i nie zawartych w powyższym zestawieniu, a wspomnianych w innej części opracowania, znajdziesz w wyborze tekstów.


Powrót do wykazu stron | Początek tej strony

biografia | analizy | Elzenberg | wspomnienia | nowości wydawnicze | wybór tekstów | źródła | ...


© Piotr Rykaczewski - ostatnie zmiany

rykaczewski.com / zbigniew-herbert.com