biografia | analizy | Elzenberg | wspomnienia | nowości wydawnicze | wybór tekstów | źródła | ...
podstrona poświęcona Zbigniewowi Herbertowi zamiast wstępu linki
Obywatel Herbert...

ZBIGNIEW HERBERT - PRÓBA PORTRETU


Gdy przed kilkoma laty postanowiłem umieścić w Internecie kompedium wiedzy o Zbigniewie Herbercie, nie miałem w głowie nawet zarysu tej strony. Nie jestem nadal pewien czy wybrana przeze mnie forma jest wystarczająco dobra. Na pewno jest niepełna. Wiele informacji czerpię z Waszych emaili - informacyjnych, uściślających, polemicznych - których otrzymałem w ciągu ostatnich lat kilkaset. Najczęściej ekstremalnie negatywnych lub jednoznacznie przychylnych mojemu pomysłowi. Może słowa chóru otwierające I akt Jaskinii filozofów Herberta:

(...)
Znajdzie się tu zatem coś dla krótkowidzów i coś dla dalekowidzów.
Najmniej dla tych, którzy widzą dobrze.

(...)

przenieść można również w dziedzinę współczesnych środków przekazu informacji: Internetu, filmu... Filmu - właśnie!

Słysząc wiele opinii o życiu i o twórczości Herberta, sprowokowanych filmem Obywatel poeta Zalewskiego, sam zadaję sobie to pytanie: kim jest Herbert dla mnie. Co pociąga mnie u niego najmocniej?

Na pewno nie apele skierowane przeciwko Konstytucji z 1997 roku czy przeciw rządom Józefa Oleksego, wykrzykiwane z zapałem godnym lepszej sprawy. Te karty życiorysu Herberta pozostawię bez żalu jego apologetom spod znaku Radia Maryja. Nie rozumiem też wszystkich wierszy o dzieciństwie, o Lwowie, z którym mnie nic nie łączy. Sam umiem obudzić w sobie uczucie patriotyzmu wobec kilku mych Małych Ojczyzn. Jeśli szukałbym szerszego pojęcia - musiałbym chyba powiedzieć: Europy.

I za to kocham Herberta - za jego niezachwianą pewność, że wszyscy jesteśmy spadkobiercami europejskiego dziedzictwa. I choć - oddzieleni latami żelazną kurtyną od Ogrodu cywilizacji śródziemnomorskiej - rozpoczynamy jego zwiedzanie z upośledzonej pozycji, czujemy się przecież i mamy prawo się czuć równie odpowiedzialni za przyszłość Europy co Włosi, Hiszpanie, Niemcy. Kilka słów wypowiedzianych w złości, kłótnie o Polskę kończące niepotrzebnie wieloletnie przyjaźnie, nie sprawią, iż uwierzę w innego Herberta. Nie drukowane w Tygodniku Solidarność teksty starego człowieka, ale Barbarzyńca w ogrodzie, Martwa natura z wędzidłem i Labirynt nad morzem pozostaną moimi ulubionymi dziełami Herberta. Na równi z kilkoma wierszami, dzięki którym obecność bogów starożytności czuć na wyciągnięcie ręki.

Wracając zaś do filmu... Chyba żaden mój komentarz nie wypowie lepiej tego, czym z Jackiem Żakowskim podzieliła się Katarzyna Herbertowa (tekst za Gazetą Wyborczą z 30. grudnia 2000r.):


(...)

W sylwestra [1991/1992 - przyp. P.R.] zupełnie bezsilny wylądował w Berlinie i na Nowy Rok wrócił do Warszawy. Ale nie mógł się już tutaj odnaleźć. Nie było już ani tej Polski, z której wyjeżdżaliśmy, ani tej "Solidarności", tych czystych idei, tego życia towarzyskiego, tego przyjacielskiego kręgu. Nie było już tej jasności, tego czystego podziału na dobro i zło. Polska była wolna, ale była inna, niż Zbyszek sobie wymarzył. Trudno mu było się tej nowej Polski nauczyć, bo był przykuty do łóżka i bardzo samotny. Po "Hańbie domowej", po liście do Barańczaka wiele kontaktów urwało się albo zamarło. Zresztą wszyscy przyjaciele mieli tu nowe role, nowe zajęcia. Wszyscy byli bardzo zabiegani. Przez jakiś czas wyglądało to tak, jakby mało komu Herbert był teraz potrzebny. Ludzi, których od wielu lat szanował i podziwiał, teraz nie potrafił zrozumieć. I oni chyba też na ogół go nie rozumieli. Myślę, że przede wszystkim nie rozumieli całego jego cierpienia. To były gorzkie lata. Więc kiedy się pojawiła sprawa Kuklińskiego, druk listu w jego obronie zaproponował "Tygodnikowi Solidarność". Bo na "Gazetę" był ciągle obrażony. Powiedział: "Nie mam gdzie drukować, to będę tu drukował". Chciał walczyć z komunistami, których nienawidził. I wtedy nagle znalazł się w środowisku, z którym nigdy nic go nie łączyło. Wcześniej tego pisma nie czytał, ale teraz wyobraził sobie, że tam jest jakaś resztka tej "Solidarności", do której wciąż tęsknił. I gorycz, którą miał w sobie, zaczęła się tam wylewać. Zaczął tam pisywać, udzielił wywiadu. Znalazł się w świecie, do którego przecież nigdy nie należał. Już nad tym nie panował. Wie pan, dla mnie to jest nieznośnie bolesne, kiedy teraz w filmie pana Zalewskiego słyszę biedny, schorowany, zachrypnięty, rozzłoszczony głos Zbyszka wypowiadający bardzo niesprawiedliwe sądy o ludziach, których przez wiele lat kochał i z którymi poróżnił się na samym końcu życia. Jest jakiś kompletny absurd w tym, że nagle jako jego wielcy przyjaciele występują w tym filmie ludzie, których ja przez 30 lat naszego małżeństwa na oczy nie widziałam. I co ja mam z tym robić? Jakoś muszę przecież dbać o pamięć tego człowieka. Prosiłam Andrzeja Gelberga o przekonanie Zalewskiego, żeby tego filmu nie robił. Bo wiedziałam, że nic dobrego z tego nie powstanie. A on jeszcze sam w tym filmie wystąpił. Oni po prostu próbują sobie Herberta przywłaszczyć. W 1994, naprawdę bardzo chory, urządził swoje 70. urodziny. Zaprosił Basię Toruńczyk, Czesława Bieleckiego, który go bardzo bawił, specjalnie przyjechał jego wydawca z Frankfurtu. Poza Basią ze starych przyjaciół do końca przychodził jeszcze Krzyś Karasek. Z Krzysiem Zbyszek mógł przynajmniej porozmawiać na jakimś poziomie... To właśnie był smutek tych ostatnich, potwornie samotnych lat Zbyszka. Skazał się na samotność.

(...)
______________________________
Piotr Rykaczewski, Karlsruhe, 2001

***

Na innym biegunie stoi wypowiedź Rafała Żebrowskiego, siostrzeńca Herberta, który zdecydował się wystąpić w filmie Obywatel - poeta. Poniżej fragment artykułu, który ukazał się w Rzeczypospolitej 3. lutego 2001r, po zredagowaniu przeze mnie poprzedniej wersji tej strony:

(...)

Z klimatu owego rozczarowania, że oto nie da się instrumentalnie wykorzystywać Herberta, zrodziła się niechęć do ludzi małego ducha. Dość odrażającym - dla mnie osobiście - tego przykładem był tekst w "Gazecie Wyborczej" o kłopotach Pana Cogito z demokracją. Tu dotykamy w istocie problemu tyleż zasadniczego co banalnego. Sprowadzał się on do założenia: kiedyś był "dobry Herbert", piewca wartości, prawości, heroizmu, by nie rzec - jeden z ostatnich przedstawicieli świetlanej przeszłości inteligencji polskiej, jej tradycji. Jednak to było dobre "na poprzednim etapie", a teraz to jest anachronizm, bo świat zmienił swą postać. Tymczasem poeta nie mógł, nie zaprzeczając sobie, zaakceptować takiej przemiany. Sprawa była niebywale prosta. On poruszał się w innym świecie. Nie był zwierzęciem "politykierskim" i te same wartości dalej były jego drogowskazem, a nawet sensem istnienia.

W Polsce odzyskującej niepodległość miał do dyspozycji nowe medium ich wyrażania, upominania się o nie. Była nim publicystyka. Posiadał też istotne predyspozycje do podejmowania takiej polemiki z rzeczywistością, w postaci poczucia humoru i wyczulenia na gwałt zadawany podstawowym dlań wartościom. Ci, co go znali, wiedzą, jak potrafił być zgryźliwy i to był ów nowy oręż, dla którego - rzecz jasna - odpowiednia była forma zupełnie odmienna od wysokiego tonu poezji. Jednak po swą szpadę sięgał, by walczyć o tę samą sprawę, by bronić tych samych wartości. Zaskakująca niektórych odbiorców forma niejednokrotnie przysłaniała istotną treść i to był prawdziwy dramat. Choć nie sądzę, by był on nim dla Herberta, bo on robił swoje. Gdy znajomi przysłali mi pierwodruk udzielonego przez Herberta wywiadu, który potem wszedł do "Hańby domowej", nie byłem zaskoczony. Ja wiedziałem, że jego sądy bywały znacznie bardziej kategoryczne i, jak mało kto, miał do nich pełne prawo, a to, co napisał już jako poeta, było tylko zobowiązaniem do zabrania głosu inicjującego prawdziwe a nie pozorne, oczyszczenie.

(...)

Dla pełnego obrazu należałoby zapewne przytoczyć cytaty ze wspólnych wypowiedzi Herberta i Macierewicza czy Herberta i Szeremietiewa. Bolesne artykuły prasowe, dalekie - jak zauważa sam Żebrowski - od subtelności poezji. Kto zresztą zna Tygodnik Solidarność we współczesnym wcieleniu, może z łatwością ocenić, jak do redakcyjnej linii tej gazety pasuje poeta-intelektualista. Mowa o ludziach małego ducha budzi we mnie obawę, że zdaniem Rafała Żebrowskiego Gazeta Wyborcza skupia takich właśnie ludzi - w przeciwieństwie do pism prawicowych, których duch jest wielki. Wracamy więc dzięki tej wypowiedzi po raz kolejny do współczesnych sporów i waśni - wypowiedź Rafała Żebrowskiego nie przybliżyła mnie niestety do zrozumienia, dlaczego prawdziwe, a nie pozorne oczyszczenie musi odbywać się poprzez zaprzeczenie wieloletniej przyjaźni Herberta z Miłoszem czy z Michnikiem albo dlaczego potrzebuje dla swojej prawdziwości peanów na cześć pułkownika Kuklińskiego, który w swoim życiorysie różni się od Herberta niemal wszystkim.

Mój Herbert jest człowiekiem niepokornym, umykającym łatwym schematom. Jego życiorys nie ogranicza się dla mnie do pełnych zaangażowania politycznego i obfitujących w konflikty z dawnymi przyjaciółmi lat dziewiećdziesiątych, ale nie jest też pełny bez lat tych uwzględnienia. Pewne jest dla mnie jedno: Herbert, którego cenię, nie jest człowiekiem ocierającym z twarzy pianę nienawiści, jak sportretował poetę Zalewski. Przygnieciony chorobą Herbert przemawiał inaczej niż Herbert lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych i zbrodnią przeciw pamięci poety wydaje mi się wyłuskiwanie najbardziej radykalnych jego wystąpień i mówienie: patrzcie - taki był prawdziwy Herbert.

Twój Herbert może być inny i jego przesłanie możesz odbierać inaczej. Jest dla mnie oczywiste, iż każdy ma prawo do poznania faktów i zbudowania na ich podstawie własnej opinii. Jeśli odstępuję więc na chwilę od przytaczania faktów, na których zbudowana jest moja internetowa strona, na rzecz prezentacji własnego punktu widzenia, to tylko dlatego, aby zaprotestować przeciw sprowadzaniu pytania o Herberta do przyziemnych pytań o współczesną politykę.

Serdecznie zapraszam do udziału w dyskusji.


Powrót do wykazu stron | Początek tej strony

biografia | analizy | Elzenberg | wspomnienia | nowości wydawnicze | wybór tekstów | źródła | ...


© Piotr Rykaczewski - ostatnie zmiany

rykaczewski.com / zbigniew-herbert.com